Szybko, za szybko…

by Home on the Hill
2 komentarze

Gdzieś mi się to zrozumienie zagubiło… Spomiędzy wypowiedzianych pięciu zdań zrozumiałam może z trzy słowa. Przytakiwałam tylko bezwładnie jakby to miało jakiekolwiek znaczenie, jakby ten nic nieznaczący gest można było zobaczyć rozmawiając przez telefon. Włączam się do rozmowy w połowie, próbując wyłapać sens… Ganię się w myślach, że tak nie można, sama dobrze wiem, jakie to ważne móc być wysłuchanym.

W jakimś ostatnio jestem biegu, gonitwie i to w dodatku tak w środku siebie. Na zewnątrz leniwiej się już nie da, pod ciężarem kolejnej fali przeziębień. Za to w głowie tuman myśli, decyzji, pospiech, tempo nie wiadomo, przez co dyktowane.

Za mało uważności, zrozumienia, za dużo wydumanych rzeczy, nic tak naprawdę nieznaczących. Tylko wiecznie w tej głowie liczę, planuję, w kalendarzu kolejne daty skreślam, próbując terminy nadgonić.

Jakaś taka gorączka wewnętrzna. Brak spokoju.

– Mamusiu krzyczysz ciągle! – spojrzała na mnie cała zapłakana. Ma rację, upomniałam się momentalnie, ma taką cholerną rację… Przytuliłam, przeprosiłam, postanowiłam znowu być.

Być obecna.

Tak często odpływamy. Odpływamy myślami, problemami, rzeczami do załatwienia, listami w głowie nakreślanymi, sprawami najważniejszymi na świecie zaaferowani, aby za chwilę zdać sobie sprawę, że one kompletnie nic nie znaczą, za to to, co najważniejsze ucieka gdzieś obok.

Ucieka szybko nie chcąc poczekać na moment, kiedy łaskawie będziemy mieli czas je zauważyć. Usłyszeć słowa bliskiej osoby, podarować dziecku cierpliwość na jaką zasługuje, codzienność kontemplować, a nie pozwalać jej chyłkiem przebiegać jakby gdzieś obok się działa.

Na spokojnie. Być cała sobą. Nie tylko ciałem, ale przede wszystkim głową.

Ileż rzeczy nas wiecznie pochłania, ileż zbędnych myśli i analiz w tym umyśle. Gonitw bez celu, złych wyborów, godzin przez palce przeciekających.

Postanowiłam odpocząć od tego wszystkiego, znów się zatopić w codzienności.

W śniegu białym, w uśmiechach najpiękniejszych, w ludziach, którzy mnie otaczają. W ciepłej, parującej herbacie, w książce, którą w końcu przeczytam ze zrozumieniem.

Tylko jedna czynność naraz. Dlaczego tak często mamy problem z tak prozaiczną, jakby mogło się zdawać sprawą?

Ciągle tylko mocniej, szybciej, tracąc więcej niż nam się zdaje.

A na tym właśnie życie ucieka.

Na tym roztrząsaniu, wymyślaniu, liczeniu, zdobywaniu. Byciu w kilku miejscach naraz nawet siedząc we własnym salonie na fotelu. A wtedy to jakby nigdzie nie być.

Szybko, za szybko, za dużo, za mocno.

A Oni znów urośli. W Jej oczach jakaś nowa mądrość. W Jego chochliki wesołe. U Niego nowa zmarszczka przy oczach, pewnie od mrużenia ich podczas śmiechu. Za oknem zima. Będę ją póki co zauważać, a nie ignorować wypatrując wiosny.

Będę tu i teraz.

W końcu nauczę się odpuszczać i swoją głowę tymi wszystkimi myślami wypełnioną w jednym miejscu trzymać.

Takie niby nic, a jak często do osiągnięcia najtrudniejsze.

Po prostu być, a nie tylko to bycie udawać.

Zobacz również

2 komentarze

Justyna Podolska 5 marca, 2018 - 3:14 pm

Bardzo celne uwagi, niesamowicie podoba mi się Twoje podejście. Najważniejsze jest to, żeby w ogóle zauważać swoje błędy.

Odpowiedz
Beatrice 6 marca, 2018 - 6:30 pm

Też mam czasem tak, że nic nie robię, ale mimo to ciągle mi się wydaje, że nie mam czasu na popołudniową kawkę z mężem, na zabawę z psem itd, a przecież tak naprawdę na pewno mam i wręcz muszę mieć 🙂

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Drogi Czytelniku, Chcielibyśmy poinformować, iż zaktualizowaliśmy naszą Politykę Prywatności. W tym dokumencie dowiesz się jakie dane osobowe mogą być przetwarzane oraz w jakim celu to robimy. Znajdziesz również informację jakie prawa przysługują Tobie w związku z przetwarzaniem danych. Aby móc w pełni korzystać z naszej strony, prosimy Ciebie o akceptację naszej Polityki Prywatności. Akceptuję Czytaj więcej