Kiedy jest się drugim…

by Home on the Hill
28 komentarzy

Kiedy Maja była niemowlęciem pierwsze co zawiesiłam jej wokół pełno czarno-białych obrazków, bo się naczytałam, że to świetnie stymuluje. Co prawda na żaden właściwie nie zerknęła, ale może to dla tego, że za mało czasu w tym łóżeczku spędzała, a większość przy mnie na rękach, albo wtulona do piersi, no ale rozwieszone miała… Nim siedzieć potrafiła już w rączkę kredki jej wciskałam co by kreatywność rozwijać, oczywiście takie odpowiednie, bezpieczne, naturalne, co producent zapewniał, że może do buzi nawet włożyć. Czytałam miliony mądrych poradników, sprawdzałam co tydzień na jakim powinna być etapie rozwoju.  Często na krok nie odstępowałam, tysiące wymyślanych zabaw, kupowanych pięknych sukienek, dbanie o każdy najmniejszy szczegół, z czego ona i tak za wiele sobie nie robiła.

A przy drugim dziecku… Wszystko jest zupełnie inaczej.

Już na spokojniej, a z drugiej strony w ciągłym biegu. i ten czas dzielony pomiędzy Nią a Nim. I to kompletne odpuszczenie perfekcyjności. Na półce żadnych podręczników, na stópkach dwie różne skarpetki, bo żadnej za cholerę do pary nie mogłam znaleźć. I niby całe dnie razem spędzamy, ale mnie dużo mniej przy Nim niż przy Niej było. I czasem łapią mnie wyrzuty sumienia. Że to niesprawiedliwe takie, że może za mało się staram, dbam, że kiedy Ona miała dwa latka to ja już z Nią to czy tamto i Ona już tak pięknie mówić umiała, a On to tyle co nic. I że może za mało rozwijam, że może zaniedbuję…

A On chodzi uśmiechnięty od ucha do ucha i nic sobie z tych myśli moich nie robi. Biega za całą ekipą i tylko przylatują i skarżą na niego, że to im zabrał, to zepsuł, a zaraz wołają ” no chodź Antoś, chodź już, możesz się z nami bawić”. Mazakami bazgrze łokieć w łokieć z siostrą. Ciastoliną wszystko wokół obkleja, bo On też chce robić takie cuda jak Maja. Gra z nami w chińczyka i nic, że od pięciu lat, no przecież On też chce, no to za każdego kostką rzuca i taka z nim zabawa. Książeczki bierze, kładzie się na ziemi i czyta, tylko te z „miękkimi” stronami, przecież Maja tych z twardymi nie dotyka to co On będzie. Lego friends się bawi, tymi najmniejszymi elementami z możliwych i skubany daje radę coś tam z nich budować. Przy Majce nie do pomyślenia! Przecież w życiu bym Jej w tym wieku nie dała, zaraz by na pewno połknęła. A On nie połyka, On się naprawdę bawi. Filmy familijne z nami ogląda, no bo jak całą rodziną zasiadamy to On obowiązkowo koniecznie między nami. I nawet wysiedzieć potrafi! I jakże On tańczy! Maja z koleżankami go nauczyła. I naklejki starannie przykleja tak jak Ona, i pięknie z dużo starszymi dziećmi się bawi. Samodzielny niesamowicie, sam sobie po bułeczkę sięga i ulubione przekąski z szafki wyjmuje. Banana przynosi co by mu obrać i jabłko ze skórką wcina. Majce zawsze obierałam, w drobne kawałeczki kroiłam, a ten wespół z siostrą zjada, gryz po gryzie. Sam sobie zabawy wymyśla i mimo tego Jego prawie nic niemówienia, zadziwia mnie jakie On ma pomysły, wyobraźnię! Konstrukcje ze wszystkiego co możliwe tworzy i w szkołę z dziećmi się bawi, grzecznie w wyimaginowanej ławce siedzi, choć w rzeczywistości pewnie nawet nie ma dokładnego pojęcia co to przedszkole. Skacze przez gumę, kopie piłkę, cześć do połowy osiedla woła.

I jakoś tak zupełnie to wszystko inaczej wygląda. I jakoś mniej chyba zadbane to moje drugie dziecko niż pierwsze. Mniej się nad zadrapanym kolankiem roztkliwiam niż wtedy, gdy po raz pierwszy w życiu Majce plasterek zakładałam, mniej się przejmuję co powinien potrafić, a co nie i na ten smoczek nieszczęsny macham tylko ręką. A przecież Maja równo rok skończyła i tysiąc sztuczek i sposobów co by ani dnia dłużej. A ten już drugi rok i z namiętnością go pitrasi, ciumcia. Jakoś tak dużo bardziej odpuściłam, oswoiłam się, wyluzowałam. I nie wiem czy to dobrze czy źle, ale tak już po prostu jest.

Ale kiedy patrzę na niego umorusanego takiego, co buzi nie daje sobie wytrzeć, bo za dzieciakami pędzi, kiedy widzę go z jaką pasją farbkami rysuje, gdy naśladując Majkę plastikowymi nożyczkami serduszko wyciąć próbuje, gdy w berka się na osiedlu bawi, choć nigdy nie ogarnia do końca czy teraz On ma gonić, czy go gonią, ale za Siostrą razem ramie w ramie biega, gdy każdy przedmiot wie do czego służy i z wprawą stylisty lalki czesze to myślę sobie, że to jest to. Że z jednej strony dobrze być tym pierwszym dzieckiem z tymi przejętymi z emocji, rozdygotanymi rodzicami, tymi dla których wszystko jest nowe, pierwsze, gdzie dziecko cały świat zmienia i tylko, i wyłącznie na nim jest skupienie, ale z drugiej strony, gdy jest się tym drugim to to oznacza, że ma się już starsze rodzeństwo, które tyle ścieżek przed Nim otwiera. Które dopuszcza do rzeczy, które temu pierwszakowi w życiu by się nie zdarzyły, gdzie w pakiecie na start całe grono przyjaciół się dostaje, gdzie doświadcza się rzeczy, może i nie dostosowanych do etapu, ale z drugiej strony ileż z tego frajdy. Gdy nie ma wokół zabawek tylko i wyłącznie tych w odpowiednim przedziale wieku, to nagle się okazuje, że dwulatek idealnie potrafi się bawić i tymi pięć plus. I mądry jest taki, pocieszny. I może nie jestem całym Jego światem, ale z drugiej strony jak piękny i kolorowy jest ten, który ma.

I biorą mnie te wyrzuty sumienia, no biorą. Ale jest inaczej i nie da się tego ukryć. Z jednej strony tyle więcej we mnie doświadczenia i nie przeżywam już wszystkiego jak za pierwszym razem, spokojniej do tylu kwestii podchodzę, a z drugiej strony nie ma już tej takiej ekscytacji niesamowitej, już nie czekam na każdy kolejny etap, przebierając nogami ze zniecierpliwienia, już mi nie jest tak śpiesznie, żeby zrobił już to czy tamto. Bo już to przeszłam i wiem, że wszystko to z czasem przyjdzie. Nie ma we mnie aż takiej motywacji by matką roku zostać, nie przejmuję się błahostkami, nie wydziwiam, nie kombinuję. Kiedy pierwsze dziecko pojawia się na świecie wszystko jest tak nowe, świeże, tak inne. I człowiek tak mocno chce wszystko, tak bardzo, tak na dwieście procent. I żeby żadnego tylko błędu nie popełnić! A kiedy zjawia się ten drugi mały człowiek to już jest świadomość, że choćby się na głowie stanęło to i tak te błędy będą się zdarzać i nie ma też tego stresu, strachu, jest tylko czysta radość i… większe odpuszczanie.

Kocham go nad życie, uwielbiam. Mój malutki, wyczekany, ulubiony. Ale moje podejście różni się diametralnie od tego, które miałam na samym początku, gdy zjawiła się Maja. I czasem martwię się tak bardzo, że może ofiarowałam Jej coś więcej? Że może to niesprawiedliwe takie? Ale z drugiej strony dostał też coś najlepszego z możliwych; starszą Siostrę. I tak naprawdę to Ona jest głównie Jego całym światem. To Ją naśladuje, dużo więcej od niej czerpie niż ja mogłam w tym wieku nauczyć Maję. Bo to jest ich wspólny, dziecięcy świat. Bo tylko On mówi w sobie znajomym języku, a Ona bez mrugnięciem oka w tym samym języku mu odpowiada. Wciąga w zabawy nie zakładając, że jeszcze jest na to za mały, że nie zrozumie. Ona po prostu się z Nim bawi jak równy z równym. I mają tą swoją wspólną krainę zrozumienia, do której tylko Oni są w stanie przynależeć.

Inaczej jest. I jakbym tam z siebie nie była zadowolona, to jedno jest pewne, cudownie jest to wszystko móc obserwować. Macierzyństwo ma różne wymiary i etapy. I jest najlepszym czymś, co mogło mi się w życiu przytrafić…

Zobacz również

28 komentarzy

ania 8 stycznia, 2017 - 8:25 pm

To prawda, przy każdym dziecku jest trochę inaczej, ale najważniejsze, ze kochamy z całych sił i tylko to się liczy.

Odpowiedz
Home on the Hill 10 stycznia, 2017 - 11:32 pm

To prawda, a ta miłość jest tak wielka, że to po prostu nie do garnięcia… Uściski wielkie! 🙂

Odpowiedz
Iwona 8 stycznia, 2017 - 10:52 pm

Super napisane. Chyba potrzebowałam tych słów… zwłaszcza, że drugie w drodze a Ja chodzę i panikuje.
Pozdrawiam ! 🙂

Odpowiedz
Home on the Hill 10 stycznia, 2017 - 11:33 pm

Iwonko nie panikuj, będzie pięknie, zobaczysz 🙂 Pozdrawiam Cię najserdeczniej jak się da i niech dzidzia zdrowo rośnie :***

Odpowiedz
Gosia 9 stycznia, 2017 - 8:57 am

Jakbym o sobie czytała:) Dziękuję.

Odpowiedz
Home on the Hill 10 stycznia, 2017 - 11:33 pm

:****

Odpowiedz
Basia 9 stycznia, 2017 - 10:31 am

U nas jest dokładnie tak samo 🙂 choć młodszy syn ma dopiero 9 miesięcy już jest zapatrzony w starszego brata jak w obrazek. Gdy tylko starszak wraca z przedszkola zaczynają się wspólne zabawy – to nic że póki co to jest zabawa w chowanego i piszczenie kto głośniej potrafi, to nic że nam rodzicom głowa od tych zabaw pęka bo obydwoje mają silne płuca, ale jestem szczęśliwa i juz nie mogę się doczekać tych ‚dorosłych ‚ zabaw i wspólnego odkrywania świata. I tak jak napisałaś jestem o wiele spokojniejsza bo wiem że każdy etap przyjdzie w odpowiednim momencie. I już sie tak nie napinam, nie stresuję, choć też mam czasami wyrzuty sumienia i takie same wątpliwości jak ty , że częściej jestem obok niego niż z nim, ale widzę że to też procentuje. Jest bardziej samodzielny niż jego brat w tym samym czasie.

Odpowiedz
Home on the Hill 10 stycznia, 2017 - 11:34 pm

Cudowne jest to obserwowanie rodzeństwa, ich nawiązującej się relacji, tej bliskości, miłości, tego wspólnego świata. Uwielbiam te moje Maluchy podglądać, chyba każda z nas mam tak ma;)) Uściski dla Was wielkie!

Odpowiedz
Mama and Home 9 stycznia, 2017 - 11:47 am

U nas drugi Dzidziuś w drodze, wiem, że będzie inaczej, bo już w ciąży to widzę – ale jedno będzie takie samo na pewno – dużo, dużo miłości ☺

Odpowiedz
Home on the Hill 10 stycznia, 2017 - 11:35 pm

A to jest najważniejsze!:))))

Odpowiedz
Magdalena B. 9 stycznia, 2017 - 12:45 pm

Prawda to…
Z każdym dzieckiem jest inaczej ale nie oznacza to że lepiej bądź gorzej, po prostu inaczej :)\
Śliczne dzieciaczki i chyba nigdy nie przestanę się nimi zachwycać 🙂
Pozdrawiam Olu

Odpowiedz
Home on the Hill 10 stycznia, 2017 - 11:36 pm

Ja też:P No ładne nam wyszły, ładne, hahahaha:)))))) Madziu kochana dziękuję, uściski dla Was wielkie!

Odpowiedz
Marta 9 stycznia, 2017 - 2:01 pm

Prawda, że przy drugim inaczej. U nas większa różnica wieku, bo syn do drugiej klasy, a córka dwulatka oczywiście „Dzieci z Bullerbyn” także już przeczytała z tym, że u mnie inaczej, jak syn mały to się tak nie interesowałam, jakie książeczki od 6 miesiąca lub piękne zabawki itp. Ale wynikało, to po części z tego, że sama z nim zostałam i co innego mi zaprzątało głowę. Przy córce, prawda, że mniej czasu, bo muszę dzielić na dwójkę, a i mąż się upomina, ale od małego jej podsuwam różne edukacyjne zabawki itd., takie przemyślane, ale ona i tak najszczęśliwsza jak z bratem szaleje Pozdrawiam ciepło

Odpowiedz
Home on the Hill 10 stycznia, 2017 - 11:38 pm

A widzisz, czyli czasami może być na odwrót,ale jakby nie było, to zawsze to macierzyństwo trochę inaczej wygląda;) I to prawda, dzieci są najszczęśliwsze kiedy bawią się razem i jakże pięknie jest móc to obserwować… Wszystkiego dobrego dla Was!

Odpowiedz
C.aro 10 stycznia, 2017 - 9:27 am

Pięknie napisane. Ja dopiero oczekuje na moje pierwsze dziecko- ma być mały Tadzik… I choć wiem, że dam się zwariować- jak to zawsze bywa przy świeżym rodzicielstwie- to zdaję sobie sprawę , że czasem jest lepiej odpuścić, nie starać się być we wszystkim perfekcyjnym i po prostu cieszyć się z macierzyństwa i wspólnie spędzonych chwil. Jednak gdy zobaczę pierwszy raz małe rączki mojego Synka, jego śliczną buzię, pewnie postąpię na odwrót… no cóż może opamiętam się przy drugim. A wyrzuty sumienia na pewno i z nimi przyjdzie mi się zmagać. Życzę wszystkiego dobrego Tobie i Twoim bliskim. Dobrze, że Twój mały Synek ma starszą Siostrę, która jest taka dobra we swojej roli. Ja sama jestem drugim dzieckiem i faktycznie starsze rodzeństwo może pokazać znacznie więcej niż rodzice. Pozdrawiam

Odpowiedz
Home on the Hill 10 stycznia, 2017 - 11:41 pm

Najważniejsze to ta świadomość:))) Pewnie nie da się tak do końca nie zwariować, ale przecież to tylko i wyłącznie oznaki wielkiej miłości ,radości, naszego szczęścia. Kiedy przychodzi dziecko na świat wszystko się zmienia, nagle priorytety zupełnie inne, nowe i okazuje się, że najprostsze czynności stają się najpiękniejsze. Nic tylko siedzieć i podziwiać to swoje cudo wyśnione. Będzie bosko, mówię Ci!:):***

Odpowiedz
Sylwia 10 stycznia, 2017 - 9:49 am

….przy 6-tym, to już jest pełne szaleństwo. Każde z moich dzieci inne, każde inaczej kochane, ale każde w takiej samej ilości. Pięknie masz u siebie. Pozdrawiam. Sylwia.

Odpowiedz
Home on the Hill 10 stycznia, 2017 - 11:43 pm

Ależ Cie podziwiam!:))) Nawet sobie nie wyobrażam, ale z drugiej strony jakże musi być u Was wesoło! Cudowny takie pełen dom… Dużo uśmiechu dla Was:)))

Odpowiedz
arleta 10 stycznia, 2017 - 12:56 pm

Aż mi się łezka w oku zakręciła, bo jakbym o moich czytała – tyle, że u mnie Wiktor starszy a Laura młodsza 🙂 Za każdym razem się rozczulam, jak widzę, gdy młodzi się dogadują, przytulają, tańczą i razem psocą – nie lubię tylko jak się biją – a to zdarza się prawie codziennie – jednak wiem, że rodzeństwa już tak maja, więc tylko rozdzielam co by większych szkód nie było 🙂
Jesli o niemówienie chodzi… znam to doskonale, moja Mała w lipcu skończy trzy lata i jak zaprowadzam do przedszkola, to na korytarzu słyszałam jak inne dzieciaki gadają, wiem, że syn w jej wieku też mówił, a ta się zaparła i na migi 😉 Stwierdziłam że nic na siłę, poczekam i na pewno zacznie – a jak nie to zacznę się martwić bliżej trzecich urodzin. Tym bardziej, że z wszystkimi innymi sprawami jest dobrze, a nawet całkiem do przodu 🙂
Poczekałam i podziałało, drugi miesiąc chodzi, powtarza, próbuje mówić a ja już się zaczynam bać co to będzie, jak te moje dwie gaduły na mnie ‚wsiądą’ 😉

Odpowiedz
Home on the Hill 10 stycznia, 2017 - 11:45 pm

O tak, to niezwykle rozczulające obrazki… Pocieszyłaś mnie też trochę z tym niemówieniem, choć i tak widzę już jakieś postępy. Ale z drugiej strony już sobie wyobrażam jak to będzie jak się porządnie rozgada… Ależ ja będę tęsknić za tymi czasami „ciszy”:P

Odpowiedz
arleta 11 stycznia, 2017 - 2:22 pm

Oj będziesz 😀 i ja zaczynam 😛

Odpowiedz
Mama w Dużym Domu 10 stycznia, 2017 - 5:56 pm

jak to mówia, kiedy pierwsze dziecko połknie złotówkę pedzisz na ostry dyżur, kiedy to sano zrobi drugie – sadzasz je na nocniku, przy trzecim potrącasz mu z kieszonkowego 😀

Odpowiedz
Home on the Hill 10 stycznia, 2017 - 11:46 pm

Hahaha, znam to i zawsze śmieszy mnie tak samo, najczystsza prawda:)))

Odpowiedz
lavinka 10 stycznia, 2017 - 5:59 pm

To ja chyba od razu urodziłam drugie, bo na pierwsze skaleczenie nawet plastra nie przykleiłam, tylko podmuchałam. I potem tata na mnie krzyczał, że nie zdezynfekowałam. Nie wiem o co mu chodzi, jak się wywalałam na podwórku, to wystarczyło poślinić. Jedyne co mnie martwiło to widełki rozwojowe, ale to głównie przez grupę rówieśniczą z forum, bo wszystkie dzieci innych mam takie do przodu, a moje w tyle. Teraz się zastanawiam, czy aby nieco nie fantazjowały 😉 A i smoczek nadal mamy, a tu już cztery lata minęły. Co prawda tylko do spania, ale mi nie przeszkadza. Zęby zdrowe, zgryz prawidłowy.

Odpowiedz
Home on the Hill 10 stycznia, 2017 - 11:47 pm

A widzisz, czyli można i tak:) Zazdroszczę tego luzu, ja niestety tak nie potrafiłam, nadal zdarza mi się strasznie fiksować i przesadzać, ale już i tak jest o niebo lepiej:D Pozdrawiam ciepło.

Odpowiedz
Marta Radosławska 10 stycznia, 2017 - 8:16 pm

Druga ciąża jest mentalnie inna, ja to również widzę po sobie. Człowiek przy pierwszym dziecku przechodzi stan takiej euforii, a teraz to jest fajnie, super, ale bez takiego szału.

Odpowiedz
Home on the Hill 10 stycznia, 2017 - 11:48 pm

To prawda, wszystko trochę się zmienia, ale najważniejsza to ta wielka miłość, tylko to się liczy. Niech dzidzia zdrowo rośnie, uściski wielkie!

Odpowiedz
Jadzia 10 marca, 2017 - 8:44 pm

Piękny post,u nas odwrotnie, pierwsza córka lat 12- nie byłam tak przewrażliwiona,gdzie tam jakieś podręczniki, wyczekana, planowana, alej a młoda mężatka, magisterka po nocach, po co czytać książki o dzieciach… córka miała przeszczęśliwe dzieciństwo, druga córka, 9 lat póżniej, o matko jedyna, przeczytałam wszystkie książki świata n/t wychowania/rodzenia/zdrowia… Niby bardziej świadoma mama, a chyba bardziej zestresowana… Córka nr 2 zapatrzona w Starszą Siostrę-coś pięknego,takiej więzi w życiu nie widziałam ( jestem jedynaczką ), aż łza się kręci w oku, skarżą na siebie, biją się, ale wskoczą za sobą w ogień, mimo, takiej różnicy wieku. Jest między nimi tajemna więż, jak u Pani dzieci.

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Drogi Czytelniku, Chcielibyśmy poinformować, iż zaktualizowaliśmy naszą Politykę Prywatności. W tym dokumencie dowiesz się jakie dane osobowe mogą być przetwarzane oraz w jakim celu to robimy. Znajdziesz również informację jakie prawa przysługują Tobie w związku z przetwarzaniem danych. Aby móc w pełni korzystać z naszej strony, prosimy Ciebie o akceptację naszej Polityki Prywatności. Akceptuję Czytaj więcej