Moje najlepsze greckie wakacje oraz konkurs – vouchery Rainbow do wygrania!

by Home on the Hill
52 komentarze

klify na korfu holiday on zante kreta

Jeśli miałabym ot tak wymienić najlepsze wakacje, to na pewno za nic w świecie nie mogłabym się zdecydować i wskazać tylko jednego miejsca. Bo uwielbiam podróżować i każda nawet najkrótsza wyprawa niesie ze sobą nowe doświadczenia, wspomnienia. Były jednak nieraz miejsca bardziej znaczące, takie, do których myślami częściej sięgam. Były powiązane z niezwykłymi przeżyciami i pewnie dlatego w głowie nakreślam je, jako jedne z tych najlepszych. Wielkim sentymentem i uwielbieniem darzę wyspy greckie i to o nich dziś chciałabym Wam opowiedzieć. Zdradzę Wam, dlaczego są dla mnie takie szczególne. Przede wszystkim zaś postanowiłam przygotować  dla Was taki mini przewodnik po tych wyspach, które do tej pory udało nam się odwiedzić, porównać je, napisać, czym się różnią itd. Jeśli wybieracie się w tamtym kierunku to będzie Wam łatwiej podjąć decyzję, którą z nich odwiedzić najpierw. Na końcu wpisu zaś czeka na Was konkurs, gdzie możecie wygrać vouchery do Rainbow, które mogą Wam pomóc w spełnieniu podróżniczych marzeń! 

Najlepsze wakacje to takie, kiedy myślimy o nich i przywołujemy smaki, zapachy, same pozytywne wrażenia, wspomnienia wypełnione uśmiechem, radością, nowymi odkryciami. Takie, które miały dla nas w pewien sposób szczególne znaczenie. Idealna podróż  to ta, na której pozwalamy sobie na rożne przeżycia, a o każdym  przywiezionym z niej zdjęciu, możemy później opowiedzieć niejedną historię.

W wyspach greckich zakochałam się siedem lat temu, kiedy odwiedziliśmy je po raz pierwszy. Była to nasza podróż poślubna. W piątek mieliśmy wesele, a w poniedziałek wylecieliśmy. Pamiętam tą ekscytację, tą radość, to przedłużenie magii. To była nasza pierwsza wspólna podróż za granicę, wcześniej głównie jeździliśmy po Polsce, chodziliśmy po górach itd.  Kreta to było moje marzenie, wydawała mi się wtedy taka egzotyczna, odległa. Jak teraz o tym myślę to śmiać mi się chce, ale jak ja nie mogłam się doczekać żeby zobaczyć palmę! Jedyną, jaką wcześniej widziałam to była w Irlandii, ale to zdecydowanie się nie liczyło;) Te wakacje były wyjątkowe i najpiękniejsze, bo to właśnie one rozbudziły w nas miłość do podróżowania, zwiedzania, to tam obiecaliśmy sobie, że co najmniej raz w roku będziemy gdzieś się wybierać, a jeśli tylko środki pozwolą to i częściej. I rzeczywiście dokładnie tak było przez ostatnie siedem lat. Na tej wyspie zachwyciło nas wszystko, to była pełnia szczęścia. Nasyciłam oczy tymi palmami, widokami, słońcem, wszystkim, czym się mogłam całkowicie zachłysnąć. Zwiedzaliśmy dużo, mimo, że przemierzaliśmy tą wyspę komunikacją miejską, odwiedzaliśmy różne zakątki, poznawaliśmy ludzi. Było bardzo intensywnie i radośnie. Wiedziałam, że jeszcze nieraz zawitam w greckie progi i dokładnie tak się stało.

Porównanie wysp greckich – Kreta, Zakynthos, Korfu

grecja

 Każda z tych wysp ma w sobie coś niesamowitego. Na Krecie zachwyciły mnie góry, na Zakynthos dzikość i najpiękniejszy zachód słońca, jaki w życiu widziałam, na Korfu cudne plaże i najlepsza musaka, jaką miałam okazję jeść. Z każdej z wysp przywiozłam walizkę pełną wspomnień. Kreta to była nasza podróż poślubna, każdy moment tak magiczny i wyjątkowy, te wspólne chwile tylko we dwoje, Zakynthos to pierwsza podróż w czwórkę, Antoś właśnie tam zaczął raczkować, Korfu było prezentem dla nas wszystkich po intensywnym okresie, już na zawsze będzie kojarzyło mi się z cudownym naładowaniem energii, z odpoczynkiem, całkowitym relaksem. Każde z tych miejsc jest wyjątkowe i inne, choć wiele je łączy.

Jadąc na jakąkolwiek z greckich wysp mamy pewność wspaniałych widoków, słońca, zachwycających drzew oliwnych, pysznych smaków. Cudne zatoki, bajkowe krajobrazy i niezwykle przyjaźni ludzie wokół. Grecy są niesamowicie optymistyczni, uśmiechnięci, przyjaźnie nastawieni. Lubię panujący tam klimat, tą całą atmosferę. Tam naprawdę można cudownie wypocząć i zawsze jest, co pozwiedzać, czym się zachwycić. Z tych trzech wysp najbardziej zachwycił mnie Zakynthos, o którym już kiedyś Wam opowiadałam, ale tak naprawdę każda ma wiele do zaoferowania.


kreta góry spinalongia kreta1 kreta iraklion

 Kreta tak jak wcześniej wspominałam, była pierwszą z wysp, jaką odwiedziliśmy. Byliśmy tam pod koniec września, ale pogoda było cudowna. Ciepło, woda do kąpieli idealna, sezon turystyczny miał się ku końcowi, więc nie było przeładowania, można było w spokoju podziwiać lokalne atrakcje. To, co najbardziej mnie tam urzekło to przede wszystkim dżip safari, na które postanowiliśmy się wybrać. Jeśli tam kiedykolwiek będziecie to bardzo Wam polecam. To była wyprawa w góry do mniej znanych zakątków, mogliśmy podziwiać cudowne krajobrazy, co chwilę na drodze wyskakiwała jakaś koza, zabrnęliśmy do różnych uroczych miejsc, podziwialiśmy gaje oliwne itd. Było bosko! Ich góry są przepiękne, malownicze, bielą się wapiennymi skałami, naprawdę cudownie to zobaczyć. Miejscowość, w jakiej się zatrzymaliśmy to było Hersonissos, taka typowa turystyczna mieścina, ale na podróż poślubną w sam raz!;) Zdecydowanie było, co wieczorami robić. Sama stolica wyspy Heraklion, czyli miasto Herkulesa ma również wiele do zaoferowania. Niesamowity klimat, potężne mury obronne, malowniczy port i  imponująca wielka fontanna z lwami, to wszystko tworzyło wspaniałą mieszankę i cudowną atmosferę. Wspominając Kretę najbardziej poruszyła mnie wycieczka na małą wyspę Spinalonga, czyli wyspę trędowatych. To tam kiedyś wysyłali chorych ludzi, tak, aby odciąć ich od reszty społeczeństwa. Panował tam niezwykły klimat i choć historia jest dość upiorna, to jednakże było tam niesamowicie malowniczo i klimatycznie. Na Krecie zdecydowanie jest, co robić. Mnóstwo atrakcji turystycznych, różnych zakątków, organizowanych wycieczek fakultatywnych, cudowne jedzenie. Warto zobaczyć  ruiny w Knossos, odwiedzić małe miejscowe wioski, zatrzymać się na malowniczych zatoczkach.


zakhyntos greek holiday zante

Zakynthos jest zdecydowanie bardziej dzikie, mniej komercyjne i zaludnione. Dla mnie osobiście to najpiękniejsze miejsce na świecie. Wybierając się tam koniecznie musicie zwiedzić Keri, gdzie można zobaczyć najwspanialszy zachód słońca. Warto również wybrać się w podróż małym stateczkiem dookoła wyspy, zwiedzić malownicze błękitne groty. Zakynthos słynie z zatoki wraku i rzeczywiście to miejsce wygląda jak z najlepszej widokówki. Na całej wyspie jest mnóstwo uroczych plaż i ta woda mieniąca się tysiącem odcieni! Jednym z obowiązkowych punktów jest plaża Xigia z podwodnymi źródłami siarkowymi, czyli darmowe spa w gratisie;) Warto wybrać się też na plażę Gerakas, gdzie można spotkać żółwie, które składują na niej swoje jaja. Nas urzekła też bardzo plaża w Alikanas, to w ogóle urocza miejscowość z plantacjami drzew oliwnych. Kolejnym z punktów, o  którym muszę wspomnieć to porto Zoro ze skałami w wodzie i tak naprawdę mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Zakynhos to takie miejsce, że gdzieżby nie spojrzeć to i tak nas coś zachwyci. Zwiedzając tą wyspę warto wjechać do winnicy, można ją sobie obejść, porozmawiać z właścicielką, degustować wina. W ogóle warto zjeżdżać z głównych dróg, odbić z turystycznych ścieżek, zaglądać w każde miejsce, które nas zachwyci, jeździć czasem i bez celu, bo wtedy najłatwiej odkryć to, co najpiękniejsze. Podczas podróży naprawdę warto zobaczyć jak najwięcej,  porozmawiać z ludźmi, nie śpieszyć się, kontemplować otoczenie. Wtedy to powstają najpiękniejsze wspomnienia.


pantokrator Korfu sidari corfu

Niedawno pisałam Wam o Korfu, które odwiedziliśmy w tym roku.  Jest równie malownicze i urokliwe, choć dość mocno komercyjne. Korfu ma wiele cudownych plaż, które koniecznie trzeba odwiedzić. Jest to najbardziej zielona z wysp greckich, krajobraz jest zupełnie inny niż na dwóch poprzednich. Cudowna droga dwudziestu pięciu serpentyn sprawiła, że mocniej biło mi serce, na szczycie zaś czekał na nas wspaniały klasztor i widok na Albanię. Warto wybrać się do Kassiopi malowniczej miejscowości z portem, odwiedzić Sidari z cudownym kanałem miłości, który ogromnie mnie zachwycił, wygląda wprost bajkowo,  zobaczyć malownicze klify w Peroulades, zatrzymać się na skalistej plaży w La Grotta. Na Korfu jest mnóstwo pięknych, tradycyjnych mieścin, wspaniałych piaszczystych plaż, cudownych zakątków. Wyspa jest mała, więc spokojnie można ją całą objechać i po prostu chłonąć otoczenie. To, na co trzeba uważać to węże, na żadnej z poprzedniej wysp nie widziałam ich w takich ilościach! Choć to też miało pewien swój egzotyczny urok;)

W Grecji koniecznie trzeba spróbować ich lokalnej kuchni, zjeść musake, jagnięcinę, skosztować pyszne, słodkie desery takie jak baklawa, zajadać się świeżymi soczystymi owocami i warzywami.

Każda z tych wysp jest warta odwiedzenia, piękna, pełna uroczych miejsc takich, że aż zatyka od środka. Cudowna pogoda, słońce przez cały dzień, niesamowite krajobrazy, tak różna przyroda, to wszystko sprawia, że nie sposób się nie zakochać. Uwielbiam podróżować, poznawać nowe miejsca, przywozić ze sobą te wszystkie emocje, przeżycia, wspomnienia. Najpiękniejsze wakacje to takie, które poszerzają nasze horyzonty, ukazują naszym oczom to, co porusza nas dogłębnie, częstują uśmiechem i wrażeniami.

Konkurs z Rainbow – vouchery do wygrania!

konkurs rainbow

Teraz czas na najważniejsze!!:) Mam dla Was wyjątkowy konkurs, a do wygrania aż dwa Vouchery na kwotę 500 zł do wykorzystania w Rainbow. Pomogą one Wam wybrać się na wspaniałe wakacje, z których na pewno przywieziecie masę wspomnień. Jest więc, o co powalczyć;) Podróżowanie to fantastyczna sprawa i chyba co do tego nie muszę nikogo przekonywać. Rainbow ma bardzo bogatą ofertę wycieczek, jest więc w czym wybierać. Zadanie konkursowe jest naprawdę proste, chciałabym żebyście w komentarzu opowiedzieli mi krótko o Waszych najpiękniejszych wakacjach, jakie udało Wam się do tej pory przeżyć. Podzielcie się wspomnieniami i wrażeniami. Bawimy się zarówno na blogu jak i na Fb.

Regulamin:

  1. Czas trwania konkursu  04/08/2016r – 12/08/2016r
  2. Ogłoszenie zwycięzców nastąpi w ciągu pięciu dni roboczych od daty zakończenia konkursu.
  3. W konkursie zostanie wyłonionych dwóch zwycięzców.
  4. Zadanie konkursowe polega na tym, aby w komentarzu pod tym postem, opowiedzieć w kilku słowach, jakie były Twoje najpiękniejsze wakacje. (osoby anonimowe proszę o pozostawienie w komentarzu adresu e-mail)
  5. Udostępnij konkursowy plakat na swoim blogu bądź tablicy FB.
  6. Nagrody to vouchery na kwotę 500 zł do wykorzystania w Rainbow (nie obejmuje lotów czarterowych i oferty myway.r.pl). Vouchery są ważne przez rok.
  7. Fundatorem nagród jest Rainbow
Czekam na Wasze zgłoszenia i życzę powodzenia!:)

EDIT 16/08/2016r

Wyniki!

Kochani dziękuję Wam za piękne zgłoszenia zarówno tu, jak i na FB. Wasze historie często wzruszały mnie, rozśmieszały, wzbudzały refleksje. Dzięki nim czułam się tak, jakbym odbyła z Wami niejedną podróż. Niestety zasady są niebłagalne, mogłam wyłonić tylko dwójkę zwycięzców. Z przyjemnością ogłaszam, że vouchery Rainbow otrzymają:

Kasia Stankiewicz

Clipboard02

Kasia Sarek

 Clipboard05
Wszystkim gorąco dziękuję za udział w konkursie, a obie Kasie proszę o kontakt na maila ola.papinska@gmail.com

Zobacz również

52 komentarze

ANia 4 sierpnia, 2016 - 8:13 am

Rany co za nagrody! Biorę udział: moje najlepsze wakacje to czas spędzony z moją rodziną na Majorce. Jeździliśmy po praktycznie każdej zatoczce rozkoszując się zapachem morskiej bryzy i jedzeniem w lokalnych knajpkach. Największe wrażenie zrobiła na mnie Valldemossa, z starym klasztorem i uroczym miasteczkiem, a paellą zajadaliśmy się każdego dnia bo smakowała tak jak nigdzie indziej. Nie zapomnę również tych zachodów słońca nad złotymi piaskami plaż, sangrii podawanej ze świeżymi owocami oraz romantycznej i szalonej atmosfery wyspy – unoszącej się w powietrzu.

Odpowiedz
Lena 8 sierpnia, 2016 - 1:53 pm

Moje najpiękniejsze wakacje – nie mogę ich rozdzielić, są to dwa nadzwyczajne momenty.
Pierwszy okres wakacyjnny – poznanie mojego męża,
drugi – narodziny syna.
Kocham takie WAKACJE.

Odpowiedz
KAROLINA 12 sierpnia, 2016 - 11:18 pm

Wakacje na Cyprze. Te pierwsze, niezapomniane. Młodość, miłość. Kolor morza… kolor nieba… żar lejący się z nieba, widoki zapierające dech w piersiach. Zwariowana, rozrywkowa miejscowość Ayia Napa 😀 Wycieczka skuterkiem po pustkowiach i koniec benzyny, ale widok pól z arbuzami, największymi- bezcenny! Nigdzie indziej nie jadłam pyszniejszych i zawsze je jedząc będą mi przypominały Cypr. I najlepsze… 😀 Nauka nurkowania z moim partnerem w roli instruktora. Zakładamy kupione maski, płetwy mówię : ta płetwa za mała, za ciasna, coś na stopę nie chce się zmieścić?! Odpowiedź: Jezu przestań, jedna weszła to i druga musi, A więc z bólem bo z bólem, ale upchałam. Płynę, nurkuje (staram się). To podwodne życie… przepiękne! Zapominam o bólu, ale po ok pół godzinie no nie mogę stopa meeega boli. Wracam. Ledwo (serio) dopływam do brzegu. Ściągam tą cholerną płetwę. Co się okazało… w środku płetwy była plastikowa wkładka, której „instruktor” nie wyciągnął. Jego mina po wszystkim bezcenna! 😀 Kto nie był niech jedzie! Nie pożałujecie! LOVE CYPRUS!

Odpowiedz
asia 4 sierpnia, 2016 - 9:26 am

Moje najlepsze wakacje miały miejsce dawno temu… Na mazurach, gdzie co roku jezdzilismy z rodzicami, kąpalismy sie w jeziorze, urządzalismy splywy, ogniska. To bylo moje dziecinstwo, zjedzali sie wszyscy kuzyni, raj i beztroska dla dzieci. Chcialabym móc znów tak sie poczuc… Dalekie podroze tez mi sie marza, więc taki voucher bardzo by mi sie przydał

Odpowiedz
Ewelina 4 sierpnia, 2016 - 9:57 am

Nasze najlepsze wakacje rownież miały miejsce na wyspie Greckiej – Samos. Niesie on ze sobą wiele pozytywnych emocji ponieważ jak i w Twoim przypadku u nas również była to pierwsza zagraniczna podróż na dodatek też poślubna. Urzekało nas tam wszystko począwszy od cytrusów i drzew oliwnych rosnących przy drodze, poprzez miałczenie Greckich kotów, na cudownych widokach i wspomnieniach skończywszy. Uwielbiam tamtejsze budownictwo, na spacerach wchodziliśmy dosłownie w każdą nawet najmniejszą uliczkę i wszystko dla nas było takie niesamowite i nowe. Samos jest cudowna ponieważ z jednej strony otacza nas wspaniałe mieniące sie na tysiąc odcieni morze, a z drugiej strony mamy piękne zielone góry. Z żadnej jeszcze wycieczki nie przywieźliśmy tylu pięknych zdjęć. A najlepsza jest dla nas mini sesja ślubna.. tak spacerując tymi uliczkami wybrałam sobie miejsca do których musimy wrócić, aby zrobić zdjęcia w białej sukni. Oczywiście było to zaplanowane i suknia wraz z garniturem były w naszym bagażu. Wzięliśmy statyw pod pache i wyruszyliśmy. Cudowni Grecy widząc nas wychodzili z domów, zatrzymywali się z gratulacjami. A nie wspomniałam jeszcze o samych Grekach, którzy mają w sobie tyle spokoju nigdzie się nie śpieszą. Dosłownie czuć to w powietrzu i dzięki temu również cudownie się odpoczywa. Chyba mogłabym książkę opisać o tym jak bardzo ta podróż nam się podobała, ale aby nie zanudzać dodam tylko jeszcze o opaleniźnie i kończę. Przyjemny wietrzyk, muskające promienie słońca i wróciliśmy z piękną opalenizną, która była na naszej skórze przez bardzo długi czas dzięki czemu wspomnienia często wracały.. pozdrawiam bardzo serdecznie

Odpowiedz
Happy Place 4 sierpnia, 2016 - 10:38 am

Olu, przez te Twoje wpisy ciągnie mnie do Grecji coraz bardziej! 🙂 Piękne zdjęcia, piękne opisy, czuję, że prędzej czy później tam wyląduję 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

Odpowiedz
Home on the Hill 6 sierpnia, 2016 - 8:36 pm

Kochana w takim razie zapraszam Cię gorąco do udziału w konkursie, będzie łatwiej to postanowienie zrealizować 😉 😀

Odpowiedz
Ania 4 sierpnia, 2016 - 10:47 am

Piękne zdjęcia! Musze się zastanowić nad tym, które były moje najpiekniejsze i na pewno wezmę udział „)

Odpowiedz
Judyta 4 sierpnia, 2016 - 10:58 am

„Morza szum, ptaków śpiew, dzika plaża pośród drzew…” – o nie, takie sztampowe, złapane w cudzysłów nasze wakacje nie były. Były nasze – moje i męża – a więc zrzuciliśmy cumy i zamiast na dno nudy, popłynęliśmy wartkim nurtem nowych wrażeń. Po raz kolejny za cel obraliśmy Grecję. Zakochaliśmy się w niej 4 lata temu podczas podróży poślubnej i przy każdej możliwości (jak i odpowiedniej zasobności portfela) do niej wracamy. Tym razem jednak nie obraliśmy kursu na popularny kurort. Nasz wybór padł na Evię. To spalona słońcem wyspa, gdzie życie toczy się swoim rytmem. My mamy zegarki, ale to Grecy mają czas. To powiedzenie w zupełności oddaje charakter tego miejsca. Mieliśmy okazję go poczuć, wypożyczając auto i z mało dokładną mapą mknąc średnio uczęszczanymi drogami. Mniej więcej raz na 40 km mijaliśmy samotnie spacerujące psy, pojedyncze samochody, nawet zdarzyło się, że drogę zablokowało nam stado owiec. Urzekły nas nie tylko sielskie krajobrazy, raz górzyste, raz równinne, ale także zapach świeżych owoców morza, którymi kusiły przyuliczne tawerny, plaże, których piasek przyjemnie łaskotał gołe stopy i woda – kojąco chłodna i wabiąca do kąpieli zarówno swoją czystością, jak i przepiękną turkusową barwą. W takich miejscach zapomina się o trudach codzienności, szarej rzeczywistości dyktowanej wskazówkami zegara i obawą, co przyniesie jutrzejszy dzień. Upajaliśmy się tym codziennie, kosztując słodkich owoców, rozsmakowując się w typowych greckich potrawach, popijając frappe i leniwie wyciągając nasze twarze ku słońcu. Tak, czas dla nas się zatrzymał a my w końcu odpoczęliśmy i nacieszyliśmy się nie tylko Evią, ale także – a może przede wszystkim – sobą.

Odpowiedz
NitkaDesign 4 sierpnia, 2016 - 11:24 am

Dla mnie każde wakacje były wyjątkowe bo każde spędzone z ukochanymi osobami:-) Ale te które tak najbardziej zapadły mi w pamięci to właśnie Kreta i Santorini:-) I aby było weselej muszę się przyznać, że były to wakacje, które mój mąż dostał od swojego szefa jako premię i ja wtedy chciałam jechać do Grecji, ale nie na wyspy tylko na część lądową bo moim marzeniem było zobaczyć Klasztor Meteorów. Jednak zostaliśmy postawieni pod faktem dokonanym. Nie masz pojęcia jak ja psioczyłam na szefa mojego męża, że nie pytał się nas o zdanie tylko po prostu zdecydował za nas!!!! Co z tego, że mówił, że tam jest pięknie i będziemy zadowoleni!!! Ja chciałam Meteory i koniec!!! Pomyślisz pewnie: Niewdzięczność ludzka nie zna granic:-))) I będziesz miała rację, przez cały miesiąc przed wyjazdem chodziłam naburmuszona i zachowywałam się jak dziecko, które nie dostało wymarzonej zabawki tylko jakiś zamiennik:-)) Próbowałam zmusić męża by przekonał szefa do zmiany rezerwacji. Oczywiście bez skutku i całe szczęście. Jak tylko moje stopy stanęły na wyspie tak z miejsca zmieniłam zdanie. Byliśmy tam w kwietniu, pogoda cudowna, turystów mało, objechaliśmy samochodem całą wyspę, byliśmy w miejscach gdzie normalnie turyści się nie zapędzają:-))) Mieszkaliśmy w bardzo kameralnym hotelu (tylko 10 pokoi, w większości pustych) nad samą plażą, raj na ziemi:-))))) Zaprzyjaźniliśmy się z obsługą hotelu, kolacje serwowali nam raz o godzinie 1.00 w nocy bo tak wróciliśmy z wojaży. Fantastyczne wspomnienia i choć poniekąd zostałam do tej wycieczki zmuszona jestem bardzo wdzięczna, za możliwość zwiedzenia Krety i Santorini:-))) Jest tylko jedno miejsce, którego nie mogliśmy zobaczyć a mianowicie Wąwóz Samaria ponieważ był jeszcze o tej porze zamknięty dla turystów. Nie mogłam tego odżałować dlatego jest to jedyne miejsce gdzie chciałabym wrócić by udać się na wycieczkę do wąwozu. Tak więc może mi się poszczęści tym razem?
Pozdrawiam:-)
P.S. Dla nas Kreta to była podróż przedślubna, dokładnie na rok przed ślubem tam pojechaliśmy:-)

Odpowiedz
Anna 4 sierpnia, 2016 - 11:47 am

Nie ma tych jednych najlepszych wakacji, ponieważ każde wyjazdy są jak te „najlepsze”. to jak z nowa miłością – nowa miłość znów jest tą najważniejszą , tą jedyną. „Przepraszam dawną miłość, że nową uważam za pierwszą” , a propo wakacji powinno być „przepraszam starą wycieczkę, że nową uważam za najlepszą” 🙂

Odpowiedz
Natalia 4 sierpnia, 2016 - 11:57 am

Moje najlepsze wakacje to ubiegłoroczny odpoczynek właśnie na Zakynthos.Były to nie tylko pierwsze wspólne wakacje zagraniczne,ale także nasza podróż poślubna rok po ślubie.Oboje z mężem zakochaliśmy się w tym miejscu,z sentymentem oglądamy teraz zdjęcia,a ja bardzo ubolewam,że nie zdążyłam wszystkiego zobaczyć,przecież tyle tam jest jeszcze miejsc do zobaczenia…Jednogłośnie oboje stwierdziliśmy,że musimy tam kiedyś wrócić.
Nigdy w życiu nie widziałam tak pięknej wody,rozgwiazdy która błąkała się w wodzie przepływając między naszymi stopami,nigdy nie kąpałam się w tak ciepłej wodzie i nie jadłam tak pysznego sera 🙂

Odpowiedz
Sylwia 4 sierpnia, 2016 - 12:13 pm

Matura zdana na przysłowiowe „5”, najdłuższe wakacje w życiu i… brak pieniędzy. A w głowie jedno – PRZYGODA.
Piękny, słoneczny dzień, odbieram telefon od koleżanki – jedźmy gdzieś. Jako osoba spontaniczna, szybko spakowałam podróżny plecak, śpiwór i na wychodne powiedziałam – „mamo, tato, nie martwcie się, wrócę za parę dni’. Rodzice przekonani, że z moim budżetem jadę pod namiot nad jezioro i wrócę na następny dzień. Jednak tak się nie stało. Z koleżanką podekscytowane wpadłyśmy na dworzec z myślą jedziemy do Ostrawy. Jednak nie znalazłyśmy żadnego dobrego połączenia. I co tu robić? Pierwsza myśl – wsiadamy w pierwszy lepszy pociąg! Niezdecydowane przy okienku kupiłyśmy bilety Kraków-Gdynia z myślą – „Wysiądziemy gdzie się nam spodoba!”. Padło na Gdańsk.
Godzina 5:00, miasto śpi, słonko wstaje. Zagubione w wielkim mieście. Pierwszego dnia zwiedziłyśmy wszystkie bezpłatne atrakcje, starówkę, bazylikę, bramy i tak dalej. Wieczorem przypomniałyśmy sobie o jednej ważnej rzeczy – o tym, że nie mamy noclegu! W pośpiechu szukamy takich hosteli i schronisk młodzieżowych. Udało się! Rezerwacja – 3 doby. Jednak przy tak późnym zakwaterowaniu musiałyśmy się liczyć ze współlokatorami. trafiła nam się pani, która nie była zbyt rozmowna. Chyba, że przez telefon, na którym wisiała całą noc, a tematy które poruszała sprawiły, że płakałyśmy do rana w poduszki. Następny dzień – muzea! Najbardziej urzekło nas Centrum Solidarności, w którym spędziłyśmy pół dnia. Po powrocie do schroniska okazało się, że nasz piękny kraj odwiedziła grupa młodzieży niemieckiej. Jako bardzo towarzyskie osoby spędziliśmy wspólnie czas, a wieczorem wybraliśmy się na piwko. Czas mijał nieubłaganie, w końcu ostatni dzień przed nami, a bałtycka plaża dalej nam obca. Tak więc – ostatni dzień – dzień lenistwa, spacerów po piasku i opalania. Zmęczone pogodą wracamy na nasz nocleg, gdzie czekała nas niespodzianka – zmiana pokoju. Pani na recepcji poinformowała, że tym razem mamy dwóch miłych panów. Tak też było, wchodzimy troszkę spanikowane. Panów nie ma, są za to mundury na wieszakach. Ucieszone tym faktem planujemy wieczór – „może dadzą się zaprosić na wyjście do baru? Pójdziemy na nocny spacer”. Jakie było nasze rozczarowanie, gdy okazało się, że panowie mają już sporo po 60 i chodzą spać bardzo wcześnie. No trudno. Niestety, rano czas wstać, spakować się, kupić bilety na pociąg i pożegnać polskie morze.

Odpowiedz
Debbie 4 sierpnia, 2016 - 1:44 pm

Piękne historie i zdjęcia! Jak znajdę chwilkę czasu to opiszę tutaj swoje przygody w Chorwacji:)

Odpowiedz
Gosia 4 sierpnia, 2016 - 2:42 pm

Grecja jest ciągle na mojej liście marzeń, prześliczne zdjęcia, pozdrawiam:))

Odpowiedz
Home on the Hill 4 sierpnia, 2016 - 2:44 pm

Gosiu to koniecznie zapraszam do wzięcia udziału w konkursie, będzie łatwiej to marzenie zrealizować 🙂

Odpowiedz
Natalia 4 sierpnia, 2016 - 4:30 pm

Moje najpiękniejsze wakacje to wakacje zeszłoroczne, spontaniczne. Postanowiliśmy z piątką znajomych wynająć busa i wybraliśmy się do Chorwacji! Jechaliśmy w ciemno, bez zapewnionego noclegu, bez planu. Zdecydowaliśmy, że zatrzymamy się tam gdzie nam się spodoba. Byliśmy niezależni, jeździliśmy, zwiedzaliśmy, jedliśmy codziennie gdzie indziej. Poznaliśmy piękne wybrzeże Chorwacji punkt po punkcie. Coś pięknego!

Odpowiedz
Marta Rudzka 4 sierpnia, 2016 - 4:57 pm

Moje a w zasadzie NASZE pierwsze wakacje wspólne już z mężembyły na zapomnianej, małej wysepce – Wyspie Smoczej Krwi. Ma intrygującą nazwę i bardzo ciekawą legendę dotyczącą jej powstania (walka smoków i słoni. Smok przygnieciony ciężarem słoni wypuścił brunatną krew, która zabarwiła ziemie), a ponadto występuje na niej wiele niezwykłych roślin, których nie spotkamy nigdzie indziej. Jest słabo zaludniona, więc mogliśmy na niej odpocząć od wszelkiego zgiełku i trudów dnia codziennego. Poza tym jest tam bardzo ciepło (znajduje się niedaleko Afryki) i według opisów można tam odpoczywać na pięknych, dziewiczych plażach. Raj na ziemi…P.S. Za kilka lat z pewnością zabierzemy tam naszego kochanego malucha, który z ogromnym zapałem i zainteresowaniem ogląda wszelkie zdjęcia rodziców z podróży

Odpowiedz
Ewa M 4 sierpnia, 2016 - 5:22 pm

Kilka lat temu byłam w potwornym dołku psychicznym, nic mi nie szło, rozstałam się z chłopakiem, w pracy masakra. Moja znajoma na poprawę humoru zaproponowała mi wyjście do wróżki. Poszłam, bo nie miałam nic do stracenia… Wróżka, opowiadała że czeka mnie dobry czas, że poznam nowe osoby które będą mi bardzo życzliwe. A w najbliższym czasie czeka mnie podróż życia. W to ostatnie wątpiłam najbardziej bo nie planowałąm żadnego wyjazdu. Niej więcej po tygodniu zadzwoniła do mnie przyjaciółka z wiadomością, po której długo nie mogłam podnieść szczęki z podłogi. Jej kolega z pracy wykupił wycieczkę na Majorkę dla siebie, swojej narzeczonej i jej siostry. To miała byc podróż poślubna. Miała być, bo narzeczona rozmysliła się na tydzień przed slubem! Kolega nie chciał rezygnować z wyjazdu więc zaproponował mojej przyjaciółce aby zabrała ze sobą kogo chce na tę wycieczkę 🙂 No i stało się 🙂 Polecielismy na Majorke do cudownego hotelu na dwa tygodnie. Wynajelismy samochód i przez kilka dni podróżowalismy po całej wyspie zwiedzając małe miasteczka, w tym słynną Valldemose, jak i duże miasto – Palmę. Ale najlepsze miało się wydarzyć w ostatnim tygodniu 🙂 Kolega wynajłą również jacht , którym opłynelismy wyspę z portu Andratx do Alcudii. O losie jakie to było piekne i cudowne…. Wróżka miała rację – to była podróż mojego życia.

Odpowiedz
Poetos 4 sierpnia, 2016 - 7:57 pm

NAJLEPSZE WAKACJE BYŁY W BLASKU SŁOŃCA, KTÓRE NA TEJ WYSPIE ŚWIECI PRZEZ ROK CAŁY, ZWIEDZIŁAM RODOS, OD KOŃCA DO KOŃCA I PIĘKNE WSPOMNIENIA MI POZOSTAŁY. Wszystkimi zmysłami piękno odkryłam, turkusowe morze, zatoki i plaże, przygodę życia w luksusie przeżyłam …i znów o wyprawie do Grecji marzę. Wyspę Słońca wspominam i uroki lata, dźwięk cykad wieczorem i pola kwitnące, tu biel, zieleń i błękit słońce splata, bo 300 dni w roku świeci tu słońce! Zwiedziłam stolicę i Lindos wspaniałe, w komforcie spędziłam tutaj piękne chwile, ujrzałam zabytki, hotele doskonałe, a nawet w wąwozie cudowne motyle. W tym miejscu życie historię spotyka, można tu poczuć w pełni radość życia, tu stres i zmęczenie szybko znika …atrakcji tysiące jest do odkrycia! Zakochałam się w tym raju i nie odkocham, w morzu, górach, zatokach i plażach, moje serce te krajobrazy kocha, a ten pean mój zachwyt wyraża. KOLOS Z RODOS CZUWAŁ KIEDYŚ W PORCIE, DZISIAJ JEGO WEJŚCIA BRONIĄ JELENIE …WARTO TU Z RAINBOW I TO W KOMFORCIE, SPEŁNIAĆ KAŻDE SWOJE MARZENIE!

Odpowiedz
Kasia Sarek 4 sierpnia, 2016 - 8:04 pm

Spośród podróż, jakie udało mi się w moim życiu odbyć ciężko wybrać jedną. Każda była inna ale jakże fantastyczna. Podróże z dziadkami, rodzicami, później kolonie i obozy – każdy rok przenosi mnie wspomnieniami do innego miejsca. Od dziecka rodzice wszczepili we mnie miłość do podróżowania. Tłumaczyli, że w życiu wszystko można sobie kupić, ale wspomnień się nie kupi. 6 lat temu związałam się z pewnym mężczyzna (defacto teraz to mój mąż;)), nie bardzo lubił podróżować, najlepiej czuł się we własnym domu. Ileż mnie nerwów kosztowało myślenie, że z miłości jestem w stanie zrezygnować z mojej największej pasji. Ale wystarczyła jedna wycieczka, jedne wspólne wakacje na rajskiej plaży i tak do dziś rok rocznie pakujemy walizki i ruszamy w świat. Naszym rajem na ziemi jest Chorwacja, ale w tym roku postawiliśmy na Grecję, a dokładniej Kretę. Ta wycieczka niesamowicie działała na mnie podniecająco, byłam podekscytowana, że zamiast pieknych zdjęć na basenie, będę mieć z rodowitymi kreteńczykami, kozami, owcami, wsród gajów oliwnych, na rajskich plażach. I tak właśnie było, poznaliśmy to, przemieszczając się komunikacją miejską! Próbowaliśmy regionalnych potraw, zachwycaliśmy się uprzejmością i serdecznością Greków, podziwialiśmy najpiękniejszy zachód słońca i spożywaliśmy kąpiele w morzu na rajskich plażach. Tak, to była nasza najpiękniejsza podróż. Osoba, która tak kocha podróże, nie jest w stanie paroma zdaniami ich opisać 🙂

Odpowiedz
Adrianna Szyjka 4 sierpnia, 2016 - 8:28 pm

Moje najlepsze wakacje to te, z których dopiero wróciłam. Zapowiadały się mało ciekawie. Dwa tygodnie z mamą i siostrą, bez internetu, brak słońca i przelotny deszcz. Nawet zaczęłam powoli żałować, że w tym roku postanowiłam odpuścić wyjazd ze znajomymi a wybrać się na wczasy z rodziną… A tu taka niespodzianka! W Holandii przywitało nas piękne słońce, deszcz ani razu nie popsuł nam planów. Zabrałyśmy ze sobą rowery, więc całe dnie spędziłyśmy na zwiedzaniu okolicy. Dookoła krowy, kozy, owce. Wiatr we włosach. Wypieki na twarzy od ciągłego pedałowania. Wieczorem padałyśmy bez sił na łóżka, nikt nie myślał o fejsbuku, instagramie czy łapaniu Pokemonów. Idylla. Nigdy jeszcze nie udało mi się tak wypocząć i zatracić się w codzienności i czerpaniu radości z małych rzeczy. Zdążyłyśmy wrócić i już planujemy kolejną wyprawę.

Odpowiedz
Adrianna Szyjka 4 sierpnia, 2016 - 8:30 pm Odpowiedz
BARBARA S-D 4 sierpnia, 2016 - 8:57 pm

A co tam zaryzykuję i napiszę 🙂 brzmi to banalnie ale prócz wakacji które jako dziecko zawsze spędzałam u babci to prawdziwe wakacje przeżyłam tylko raz w życiu – 7 lat temu 18 lipca brałam ślub i tydzień później za pieniądze z wesela pojechaliśmy z mężem w podróż nad polskie morze a konkretnie do Jastrzębiej Góry. Nie wierzyłam że nam się uda bo do końca nie wiedzieliśmy czy zostaną nam jakieś pieniądze „z kopert”. Ale udało się nam zarezerwować hotel na cały tydzień tak od strzała. To mąż wybrał Jastrzębią Górę ponieważ jako dziecko był tam na koloni i chciał mi pokazać tą miejscowość. Do dziś wracam pamięcią do tamtych dni. Wszystkie pieniądze jakie nam zostały wydaliśmy na nasze zachcianki, zwiedzaliśmy codziennie inne miasto przywieźliśmy pudło prezentów dla rodziców i rodzeństwa. Jeździliśmy autobusami w te i wewte, płynęliśmy statkiem, byliśmy w fokarium. Zwiedziliśmy Trójmiasto, Hel, Władysławowo. A co najlepsze na plaży spędziliśmy tylko jeden dzień wylegując się. Nosiło nas wszędzie. Praktycznie w hotelu byliśmy tylko na śniadaniu i na kolacji. Mąż mnie oprowadzał po Jastrzębiej Górze i nawet zabrał do ośrodka w którym był na koloni, cudnie się to wspominało. To był cudowny czas beztroski i zupełnie nowy etap w życiu. Zaczęliśmy go wakacjami i do dziś oboje twierdzimy że to był najcudowniejszy wyjazd w naszym życiu. Potem kredyt i od tamtego czasu nie byliśmy nigdzie na wakacjach. Od tamtej pory urlop wakacyjny spędzamy na działce remontując nasz stary drewniany domek.

Odpowiedz
Maja Anna 4 sierpnia, 2016 - 10:03 pm

Zaczęłam się zastanawiać i odpowiedź przyszła nagle,
najbardziej na świecie cenię sobie… ŻAGLE!
Rejsy zdarzają się co roku, taka regularna przygoda,
bo pasją mojej paczki jest zdecydowanie WODA.
Zawsze wybieramy się na rejs po MAZURACH,
gdzie kusi swoją urokliwością przecudna natura…
Co polskie, to dobre – dobrze o tym wiemy
i choć żądni przygód kawał świata zwiedzić chcemy
to tego uroku nic nam nie odbierze,
mój ukochany rejs? 2014… w to wierzę!
Tam ukochany pierwszy raz mnie pocałował,
i deklarację miłości szczerej podarował!
Szum fal, nieprzewidywalność Neptuna, opalanie na pokładzie,
a wszystko w przyjaciół najcudowniejszym składzie…
Ach, jak bym chciała dostać voucher na wakacje marzeń,
kto wie – może cudowne zrządzenie losu sprawi, że dostanę go w darze 🙂

sass.maja.anna@gmail.com
https://web.facebook.com/permalink.php?story_fbid=163107760779961&id=100012422141913&ref=notif&notif_t=like&notif_id=1470340974622020&_rdr – informacja udostępniona 🙂

Odpowiedz
Magdalena Maciejewska 4 sierpnia, 2016 - 11:46 pm

Moje najlepsze wakacje? Już były … nasze. Podróż poślubna, ale bez pieniędzy. Bez planów. Bez nawigacji GPS i bez fb. Dwa tygodnie starym Polonezem Truckiem przez Pomorze. Wstawaliśmy w południe. Chodziliśmy spać nad ranem. I choć mieliśmy namiot w rzeczywistości w ciągu dwóch tygodni rozstawiliśmy go kilkakrotnie. Tylko jedną noc spędziliśmy w luksusowym hotelu. To było nasze małe wielkie szaleństwo. I jedną noc gościnnie u znajomej w Gdyni, która podzieliła się z nami kawalerką! Żadnej kłótni o to, że zupka chińska była za słona, żadnych sporów o standard pokoju, żadnych rozterek, że nie mam się w co ubrać.
Jednej nocy dojechaliśmy na parking. Byliśmy bardzo zmęczeni. Usnęliśmy w samochodzie. Budzimy się dość późno. Stoimy na wprost ośrodka zdrowia. Mnóstwo ludzi w tę i we w tę chodzi. A nam chce się straaasznie do toalety! To był chyba Elbląg.
Pod koniec naszej podróży życia mąż śmiał się, że powinnam zredagować dla podróżujących przewodnik po miejskich, publicznych szaletach! Bo każda wizyta w takim miejscu wiązała się z jakąś anegdotą. Nigdy ich nie spisałam…
Szkoda, że nie było wtedy fotografii cyfrowej i telefonów komórkowych. Nie mogliśmy sobie zrobić selfie! Na szczęście przywieźliśmy trochę zdjęć zrobionych Zenitem, kupionym na moje 18-te urodziny dzięki fantastycznej cioci Rozalii (niech jej ziemia lekką będzie).

Odpowiedz
Margo 5 sierpnia, 2016 - 9:59 am

Ja również się zgłaszam:) Jeśli ma być w kilku słowach to moje najlepsze wakacje to te, które są jeszcze przede mną;) Byłam na wielu fajnych podróżach, zwiedziłam Egipt, Hiszpanie, Paryż, ale marzy mi się coś jeszcze, coś dalszego, egzotyczniejszego. Nie zamykam sobie furtki, czekam na to, ze te najlepsze przede mną!:)
madziak@gmail.com

Odpowiedz
Ola Lewczuk 5 sierpnia, 2016 - 10:58 am

Grecja w Twoich kadrach jest zjawiskowa 🙂 Nie wiem, czy uwierzycie, ale zwiedziłam kawał świata, a dopiero w tym roku po raz pierwszy odwiedziliśmy Ateny. Nie zakochałam się w Grecji, ale tylko dlatego, że kocham wszystkie podróże 🙂 I po dziesiątkach wyjazdów napiszę coś tak banalnego, że mam wątpliwości, czy nadaje się na hasło „najpiękniejsze wakacje”- w każdej z tych podroży są ważni ludzie. Ludzie, którzy podadzą Ci ręcznik i ciepłą herbatę, kiedy zmokniesz do suchej nitki, ludzie, którzy zaproszą Cię do swojego ogrodu, żeby pokazać jak rośnie ich daktylowy gaj i jak nawadniają go gorące źródła, ludzie, którzy będą chcieli spędzić czas z tobą, pogapić się leniwie na horyzont lub wspiąć się na szczyt góry. Nie mam najpiękniej spędzonych wakacji, nie mam szczęśliwych wspomnień, które wiążą się z jednym wyjazdem. Tym jest tak dużo, że nie sposób je opisać. Wiem tylko, że nie zasobność portfela, a pomysłowość i właśnie ludzie, z którymi dzieli się ten czas są wartością dodaną i bezcenną podczas każdych najlepszych wakacji 🙂 Przede mną za kilka tygodni kolejny wyjazd, mam nadzieję, że wspomnienia po powrocie trafią do szufladki „to był cudowny czas” 🙂

Odpowiedz
Anna 5 sierpnia, 2016 - 11:21 am

Moje najpiękniejsze i najbardziej emocjonujące wakacje odbyły się dobre 5 lat temu – wtedy to ostatni raz byłam w upalnym Egipcie, a dokładnie w mieście Taba nad Morzem Czerwonym. Moimi największymi hobby są fotografia i nurkowanie, mimo że nie mam nawet 18. lat. Moi rodzice od wielu wielu lat zabierali mnie na nurkowania do ciepłych wód mórz m.in. właśnie do Egiptu, Chorwacji i Turcji.
Taba położona jest w pięknym, otoczonym górami, terenie. Pełno tam ekskluzywnych kurortów i willi, ale dla mnie nie to jest tam najważniejsze. Najlepsze dzieje się pod wodą, która jest moim bratnim duchem! Nurkować zaczęłam jako 7 letnie dziecko, mam więc już duże doświadczenie. Ten niezapomniany wyjazd do Afryki zaczął się jak zawsze – przejazd z lotniska do hotelu, odpoczynek i wyruszenie na plażę! Ubraliśmy się w pianki, rękawice, maski, rurki i płetwy po czym weszliśmy do cieplutkiej wody. W morzu widziałam piękne, kolorowe koralowce, ukwiały, ryby… Wynurzyłam się na chwilę i weszłam na pomost. I wtedy nagle z wody, jakieś 200 m od pomostu, wyskoczyły 2 delfiny! W Egipcie są delfiny, ale akurat w Tabie widoczne są dopiero na otwartym morzu. Byłam pełna euforii! Ratownik zaczął gwizdać na nie aby podpłynęły bliżej, ale niestety się nie udało. Moi rodzice, którzy byli w wodzie nic nie widzieli, lecz przez ratownika zaczęli płynąć w strachu do pomostu!
Był to świetny widok i wypoczynek minął mi naprawdę szybko. Za szybko …

Odpowiedz
Sylwia KL 5 sierpnia, 2016 - 2:07 pm

Moje najwspanialsze wspomnienia wakacyjne związane są z pobytem na Hawajach. Cudowne, niezapomniane widoki, przyroda jakiej nigdzie indziej nie widziałam, wspaniała grupa znajomych (razem 12 osób) i przede wszystkim NASZ ŚLUB na na plaży w otoczeniu law wulkanicznych, niesamowicie niebieskiej wody i cudownej zieleni. Cały wyjazd był fantastyczny: zwiedzanie wyspy, nurkowanie z żółwiami i kolorowymi rybami, lot paralotnią, wspinanie się na wulkan (nieczynny) i wiele innych przeżyć, ale dzień naszego ślubu to był najwspanialszy dzień w moim życiu. Prosta ceremonia a po niej spontaniczne świętowanie, rejs na katamaranie i prezent od znajomych – noc w hotelu przy Waikiki Beach. Obiecaliśmy sobie z mężem, ze w 10-tą rocznicę odnowimy naszą przysięgę, może nie na Hawajach, bo teraz są już dzieci, ale na pewno w jakimś magicznym miejscu i mamy nadzieję, że przynajmniej część tej grupy, która w tedy z nami była, będzie i kolejnym razem.

Odpowiedz
Magdalena 5 sierpnia, 2016 - 2:16 pm

Wakacje dla wielu to przyjemność obowiązkowa, dla mnie niestety to luksus,na który pozwalam sobie nieczęsto. Jestem wiecznie zabiegana, zawsze brakuje mi tej dwudziestejpiątej godziny. Kiedy wrócę do wspomnień ostatnich – będzie już sprzed 4 lat wakacji- z perspektywy dzisiejszej mogę śmiało powiedzieć,że były najpiękniejsze! Dlaczego? Cisza,spokój. Nikogo. Sama ja. Przede mną tatrzańskie szlaki, o których tyle razy czytałam w przewodnikach. Wszystkie widoki są piękniejsze. Jest tu surowo, pustawo. No kilka osób gdzieś w oddali się sunie. Cisza i żadnych sprzedawców lodów, budek z pamiątkami. Żadnego sklepu z mydłem i powidłem. Nie liczy tu się złota karta ani opcja all inclusive. Wszytko niby takie znane. W plecaku mam kanapki i te same ubrania co wczoraj. Idę przed siebie mimo iż mam problemy z kolanami i wiem, że wieczorem w schronisku trudno mi będzie zasnąć z bólu. Ale unoszę się honorem, mówię sobie,że jeszcze kwadrans, jeden, drugi marszu i zobaczę coś, czego nie ma w przewodnikach. Idę, idę i mija już tak trzeci dzień. Mmmmm…. Znów się rozmarzyłam. To były najwspanialsze 4 dni. Moje,własne, jedyne. Ucieczka od codziennego nieustannego zgiełku i szumu. Od przesady, rutyny, gonitwy za lepszym. Od nastroszonych piórek, wykrochmalonej koszuli, makijażu, szpilek, prostych pleców i wiecznie przyklejonego uśmiechu.

Odpowiedz
Elżbieta 5 sierpnia, 2016 - 5:56 pm

Najlepsze wakacje? Nie muszę się długo zastanawiać. Odpowiedź sama nasuwa mi się na usta: ISLANDIA. Kraj, o którym kiedyś przelotnie słyszałam nagle stał się częścią moich najlepszych wspomnień jakie mam. Gdyby nie siostra – nigdy bym nie ujrzała piękna tego miejsca. 3 lata temu niespodziewanie dostałam prezent – bilety lotnicze na lot do Reykjaviku. Wtedy jeszcze nie miałam żadnych doświadczeń w zagranicznych wycieczkach więc byłam bardzo podekscytowana. Nigdy nie czytałam nic o Islandii. Czego można się tam spodziewać itp. Gdy przybyłam na miejsce byłam bardzo zaskoczona. Nie miałam jakiegoś konkretnego wyobrażenia na temat tego miejsca, ale mimo wszystko nie tego się spodziewałam. Wyspa, którą na pewno warto zobaczyć. Wszędzie niskie krzewy, drzewa iglaste w przeważającej większości… Ziemia popękana, a krajobraz jak nigdzie indziej. Z jednej strony widzę ocean – z drugiej góry. Gdy przemieszczam się samochodem do innej miejscowości – raz widzę niekończące się martwe przestrzenie, raz stada koni na górskim tle. A atrakcje? – zupełnie inne niż te w Polsce. Wybuchające gejzery, wszędzie zapach siarki, wulkany – te do których zbliżać się nie warto, i te które już wygasły i można podziwiać ich krater siedząc na specjalnie postawionej obok ławce. W kontraście lodowce i piękne wodospady oraz Blue Lagoon – woda bogata w minerały. Parki narodowe z niesamowitymi widokami… na same wspomnienia zapiera dech w piersiach. A na dopełnienie tej niesamowitej przyrody – wierzenia wikingów! Różne legendy i przesądy, które tak bardzo różnią się od tych które znałam. Każdy dzień był naprawdę… „odkrywczy”. Cieszyłam się każdą chwilą i wiem, że tych wakacji nigdy nie zapomnę 🙂

Odpowiedz
Asia 6 sierpnia, 2016 - 10:42 am

Moje najlepsze wakacje również były w Grecji na Krecie. Spędziliśmy tam dwa tygodnie, zwiedzając ja aktywnie. Te piękne widoki, pyszna kuchnia, słońce, plaże, ale co najważniejsze, poznaliśmy tam ludzi, z którymi trzymamy się do dziś. Oprócz wiec wakacyjnych wspomień, zyskaliśmy też przyjaciół:)

Odpowiedz
Anna B. 6 sierpnia, 2016 - 11:56 am

Nie jestem fanką wakacji ‚leżących’ typu all inclusive, ale raz na takich byłam i bawiłam się świetnie. Z powodu okoliczności i towarzystwa wspominam je z ogromnym sentymentem. Było to jesienią 2009 roku w Tunezji. Była to moja pierwsza tego typu wycieczka i to do tego babski wyjazd z koleżankami. Wszystkie cztery byłyśmy ponad rok po zakończeniu studiów magisterskich, po pierwszych 15 miesiącach poważnej pracy i dorosłego samodzielnego życia. Wypoczynek nam się należał i te 8 dni wykorzystałyśmy maksymalnie, choć pogoda była w kratkę i przez kilka dni padało. Pamiętam ten upalny dzień w Tunis, zwiedzanie muzeów, starego miasta i Meczetu Oliwnego. No i oczywiście długie wędrowanie po pchlich targach, to tam do końca wyjazdu dostałam ksywę Britney, bo tak za mną wołali sprzedawcy, ale i tak warto było, szale stamtąd ma do dziś i nadal je uwielbiam! Jednego z tych dni, leżąc na plaży, dowiedziałam się poprzez sms-a z Polski, że po raz pierwszy zostanę ciocią. Tego samego dnia, zespół wykonujący wieczorny ‚fire show’ wciągnął mnie na scenę i wzięłam udział w ich pokazie, chodziłam po mężczyźnie leżącym na gwoździach, dmuchałam w ogień. Niedługo minie 7 lat, a ja pamiętam te wakacje jakby były wczoraj. Wspaniały czas 🙂

Odpowiedz
kasias 6 sierpnia, 2016 - 8:28 pm

Cudowne zdjęcia! Marzą mi się takie wakacje bardzo, ale póki co kredyt na dom nas ogranicza 😉

Odpowiedz
Anna 6 sierpnia, 2016 - 11:21 pm

Moje wymarzone wakacje? Zdecydowanie Rzym!!! Kiedy znajdziesz sobie takie miejsce na ziemi w którym poczujesz, że tak naprawdę żyjesz musisz tam wrócić i sprawdzić czy nadal czujesz to samo 😉 Czy wrócę i sprawdzę? Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie mi dane. Niewątpliwie Rzym ma w sobie magię. A gdy wracasz do domu masz wrażenie, że to wszystko było jednym wielkim snem. I jak po czymś takim odnaleźć się w życiu codziennym? Brown doskonale wiedział gdzie stworzyć akcję powieści Anioły i Demony. Nie przypuszczałam tylko, że kiedykolwiek będzie mi dane oglądać praktycznie wszystkie te miejsca które czytałam w książce i widziałam w filmie. Jak sobie przypomnę co przeżywałam przed wycieczką… Fakt, że pierwszy raz będę lecieć samolotem już był niezłym powodem do lekkiej paniki, do tego jeszcze przesiadka w Monachium 😉 Wylatywałyśmy o 6:50, pobudkę zrobiłam o 2 nad ranem – spałyśmy (z koleżanką którą namówiłam na wyjazd) równą godzinę. Ostatni raz tak cudownie mi się spało jakieś 14 lat temu, w ostatniej klasie Liceum, jadąc do Częstochowy z klasą pomodlić się o rozum do głowy na maturę 😉 Teraz też wybierałam się do świętego miejsca tylko tyle, że nie drogą lądową i już nie w celu modlenia się o geniusz umysłu 😉
Podróż upłynęła Nam cudownie, pokochałyśmy lot samolotem. A po wylądowaniu i dotarciu do Naszego hoteliku rozpoczęłyśmy zwiedzanie według książki Dana Browna. Gdy dojechaliśmy do pierwszego znaku – rzekomego grobu Santiego Rafaela – który znajdował się w Kaplicy Chigich w Kościele Santa Maria Del Popolo (niegdyś Capella Della Terra – Kaplica Ziemi) czekało nas (nie)małe rozczarowanie. To, że Watykan jest nastawiony
anty do Browna nie było tajemnicą, jednak to co uczynili z Habakukiem i Aniołem oraz Otworem Demona było smutne. Chcąc nie chcąc i tak zrobili reklamę autorowi powieści 😉 Wyobraźcie sobie, że wchodząc do kościoła nie widzicie pierwszego wyznacznika wskazującego drogę przez anioła, a to
dlatego, że jest zasłonięty wielką kotarą z foli. Lepiej nie ma się Otwór Demona, bo spotkał go podobny los – cała podłoga usłana folią. Lipa nad lipy. Stałyśmy tak naprzeciwko zasłoniętego Habakuka i Anioła, a ja się zastanawiałam co z pozostałymi wyznacznikami Ścieżki Oświecenia. Cóż, pozostało nam pomachać foli i zrobić sobie zdjęcie na tle obeliska znajdującego się naprzeciwko kościoła.
Następnym punktem odniesienia był plac św. Piotra i Płaskorzeźba Wiatru Zachodniego – Anioł wydmuchujący 5 strumieni powietrza. Jak dobrze, że i tego nie zasłonili 😉 Kolumnada Berniniego robi piorunujące wrażenie, tak jak i cały plac św. Piotra. Ciężko to opisać, musicie to przeżyć na własnej skórze. A jak już poczujecie, że jesteście w tak niewiarygodnym miejscu, szybko z niego nie wyjdziecie, wierzcie mi.
Santa Maria Della Vittoria – Kościół Matki Boskiej Zwycięskiej. Z chwilą kiedy wchodzisz do kościoła nie wiesz w którą stronę masz podążać wzrokiem. Można się pogubić w bogactwie kolorów, posągów, obrazów, zamalowanych sklepień, różno prążkowych marmurów na ścianach i
filarach, złoceń, zawieszonych na gzymsach w śnieżnobiałych szatach rozstrzępionych na wietrze. W środkowej części marmurowego ołtarza uśmiechnięta skrzydlata postać, celuje złotą strzałą w omdlewającą młodą kobietę – to ekstaza świętej Teresy z Avila. Na to wszystko patrzą od wieków członkowie rodziny Cornaro z loży w ścianach bocznych kaplicy. Naprawdę trudno tak po prostu wstać i wyjść. I zapewniam, że będziecie tu wracać, ilekroć przyjedziecie do Rzymu.
„Maleństwo Minerwy” to przydomek, którym często rzymianie określają obelisk wspierający się na słoniu zaprojektowanym przez Berniniego. Pomnik stoi przed kościołem Santa Maria nad Minerwą. A co chodzi z tym słoniem? Ha 😉 (Uwaga skrót historyczny) Obelisk został odnaleziony w 1665 r. w ogrodzie zakonnym sąsiadującym z placem. Papież Aleksander VII postanowił wystawić znalezisko przed kościołem w formie pomnika – oddać hołd mądrości. Tak więc Bernini wymyślił słonia. Problem w realizacji projektu pojawił się w momencie, kiedy dominikanin którego projekt wcześniej odrzucono oświadczył, że nie jest możliwe aby słoń na czterech nogach udźwignął obelisk, zaznaczając, że należy go wesprzeć wypełnieniem pod brzuchem. Mimo protestów artysty papież zgodził się z sugestiami dominikanina i kazał wesprzeć pomnik słonia kwadratowym blokiem pod jego brzuchem. Po wykonaniu pierwszego wstępnego słonia zgodnie z zaleceniami papieża, pomnik słonia wydawał się na tyle ociężały, że rzymianie zaczęli go nazywać prosiaczkiem Minerwy. Bernini w ostatecznym projekcie słonia zrealizowanym przez swojego ucznia Ercole Ferrata ustawił słonia tak, aby jego tył znajdował się naprzeciw konwentu dominikanów z trąbą lekko odchyloną w „geście pozdrowienia”. Doprawdy piękny gest pozdrowienia 😉 Ciekawszych odsyłam do źródeł internetowych, ale najlepiej zobaczcie to na własne oczy 😉
Fontanna Czterech Rzek (Fontana dei Quattro Fiumi) jest umiejscowiona dokładnie na samym środku placu Piazza Navona. Nad dość dużym basenem wznosi się skała z grotą przedstawiająca czterech muskularnych mężczyzn symbolizujących cztery rzeki (rzeka po włosku jest rodzaju męskiego): Nil, Ganges, Dunaj i Rio de la Plata oraz cztery wówczas znane kontynenty: Afrykę, Azję, Europę i Amerykę. Z groty wypływa osiem strumieni wody. Nad całą tą kompozycją króluje wysoki, obelisk (starorzymska imitacja obelisku egipskiego). Ozdobami fontanny są też elementy fauny i flory: koń, lew, krokodyl czy palma, natomiast na szczycie obelisku jest gołąb z brązu z gałązką oliwną. Oczywiście jak to bywa z Berninim i ta fontanna ma pewną anegdotę 😉 odnoszącą się do jego rywalizacji z Franciszkiem Borrominim którego Bernini uważał za gorszego artystę. Koło fontanny znajduje się kościół poświęcony św. Agnieszce (Sant’Agnese in Agone) – jego fasadę zaprojektował Borromini. Na znak niechęci do rywala posągi Berniniego odwracają się od kościoła. Nil natomiast został okryty welonem prze Berniniego, aby nie być zmuszonym do oglądania dzieła rywala. Jednak, czy tak było naprawdę? Kto wie 😉
Na końcu naszej podróży (książkowej) trafiłyśmy do Panteonu. W miejscu w którym (w książce jak i filmie) został przeniesiony grób Santiego Rafaela z Santa Maria Del Popolo co w rzeczywistości jest nieprawdą gdyż jego grób od początku znajdował się w Panteonie. Na fasadzie widnieje ogromna inskrypcja z liter wykutych w brązie, z czego wynika, że budowniczym świątyni był Marek Agrypa. Z ogromnego pożaru w 80 r. zachował się jedynie portyk (budynek na planie prostokąta z jednym lub kilkoma rzędami kolumn), który wkomponował się w nowy projekt. Do wnętrza prowadzą wielkie, 20-tonowe drzwi odlane z brązu. Rotundę pokrywa betonowa kopuła o średnicy 43 metrów i grubości ok. 7 metrów u podstawy, która staje się coraz cieńsza i przy samym sklepieniu ma już grubość 1 metra. Na szczycie kopuły znajduje się centralny otwór, tzw. oko (oculus) o średnicy 9 metrów, oświetlający wnętrze kościoła. Otwór nie jest przykryty, dlatego też marmurowa posadzka Panteonu jest wklęsła i posiada specjalne rowki, co pozwala na odpływ wody deszczowej wpadającej do środka. Wnętrze Panteonu jest imponujące – dlatego też byłyśmy w tej świątyni kilka razy 😉 Znajdują się tu kapliczki i grobowce z ołtarzami. Na placu znajdującym się przed Panteonem mieści się fontanna zrealizowana przez Giambattista della Porta na której umieszczono oryginalny obelisk egipski, pochodzący ze Świątyni Izyd.
Po chwilowym odpoczynku poczułyśmy chęć dalszego zwiedzania i tak oto zaliczyłyśmy Fontannę Di Trevi, Schody Hiszpańskie, Ołtarz Ojczyzny, Forum Romanum, Koloseum, Zamek Anioła, i cudowny park Villa Ada Savoia. Dodam, że zwiedzałyśmy, aż 2 dni.
W Rzymie, za przeproszeniem, łykasz atmosferę która Cię otacza. Ludzie zawsze uśmiechnięci, pomocni, życzliwi, aż zaczynasz się zastanawiać czy aby na pewno nie śnisz na jawie?
Moja wycieczka do Rzymu odbyła się bardzo dawno temu, i marzy mi się ponownie. Chcę jeszcze raz odwiedzić miejsca które już widziała, oraz miejsca które nie zdążyłam zobaczyć.
Mam nadzieję, że choć w minimalnym skrócie zachęciłam kogoś z Was, do odwiedzenia Wiecznego Miasta. 🙂

Odpowiedz
Anna Janina 7 sierpnia, 2016 - 1:27 am

Izrael to kraj,który kocham,więc najpiękniejsze wakacje spędziłam właśnie tam.Postanowiliśmy z moim narzeczonym odbyć podróż od północy kraju.Najpierw zatrzymaliśmy się w Naharii,gdzie jest jedna z najpiękniejszych plaż Sokolov Beach.To było doświadczenie fascynujące,bowiem wszyscy mówili po rosyjsku i niektórzy po hebrajsku,a ja czasem musiałam tłumaczyć narzeczonemu na włoski,bo nie zna tych języków.Nie zapomnę jak z Naharii pojechaliśmy rowerami do Rosz ha-Nicra.Są to białe skały kredowe stanowiące zachodnią krawędź grzbietu górskiego Reches ha-Sulam. Morska woda wyżłobiła w skałach malownicze pieczary.Nie mogliśmy się napatrzeć,ta magia barw,kontrast bieli z błękitem.Po męczącej nieco wycieczce,chłód pieczar był zbawienny i dodał nam nowej energii.Jak się stanie na jednej z białych skał,to już widać Liban.Pomyślałam wtedy,że tak skłócone dwa kraje łączy piękne Morze Śródziemne i na pewno w Libanie są też tak piękne plaże.Podczas naszych wakacji odwiedziliśmy też Akko,gdzie jadłam najlepsze szaszłyki na arabskim szuku.Wędrowaliśmy też podziemnym korytarzem,poznając historię tego fascynującego miasta.Zachwycił mnie turkus nieba,turkus drzwi,bram,czasem chust(hidżabów) kobiet i smak baklawy,która miała być na wieczór,ale zjedliśmy ją już w pociągu,wracając do Neharii.Podczas tych wakacji odwiedziliśmy Tel Aviv i magiczne Jaffo,w którym kiedyś zatrzymał się polski pisarz Marek Hłasko i tak powstały utwory ,,Drugie zabicie psa” i ,,Nawrócony w Jaffie”.Odwiedziliśmy też dwa kibuce: Nachszon, gdzie większość mieszkańców to artyści,inni zajmują się krowami,kozami i produkcją serów oraz Kibuc Kfar Menachem,który ma piękny ogród z wieloma gatunkami roślin.W kibucu Nachszon zostaliśmy kilka dni,poznają specyfikę tego miejsca.To były piękne wakacje,bo z ukochanym,pełne doświadczeń zmysłowych i ciekawych wyzwań.Skłoniły mi one do rozpoczęcia pisania książki o Izraelu.W styczniu 2017 lecętam po raz dziesiąty.

Odpowiedz
Lena 8 sierpnia, 2016 - 1:54 pm

Moje najpiękniejsze wakacje – nie mogę ich rozdzielić, są to dwa nadzwyczajne momenty:
Pierwszy okres wakacyjny – poznanie mojego męża,
drugi – narodziny syna.
Kocham takie WAKACJE.

Odpowiedz
Basia 9 sierpnia, 2016 - 10:32 am

Mój wybór pt „Najlepsze wakacje” jest zaskakujący dla większości znajomych ale myślę że Ty akurat go zrozumiesz 😉 Bo to nie byczenie się dwa tygodnie w all-ku na Karaibach, nie dzika singielska wyprawa na turecką riwierę z dawnych czasów, ani nawet smakowita Sycylia na wiosnę…
To właśnie Zakynthos 🙂 Na spontanie, na własną rękę, z moją ukochaną cioteczną siostrą-rodzoną Australijką, która pomimo tak fantastycznych widoków u siebie wciąż mówi że tęskni za Grecją. Ze znajomymi , z moim 1,5 rocznym synkiem i jego ojcem-kierowcą naszego szalonego wynajętego vana oraz stuningowanej motorówki 😀
Byczenie się? O nie nie! Postawiliśmy sobie za cel zwiedzenie każdego zakamarka wyspy, oczywiście jako „duża rodzina” zamiast śmigłego kabrioleta musieliśmy wypożyczyć śmiesznego mini-vana z fotelikiem i śmierdzącym sprzęgłem – no nie dawał rady na tych górkach,pagórkach i wzniesieniach :p
W zasadzie objechaliśmy+opłynęliśmy całą wyspę, poza Laganas gdzie jednak nie mogliśmy się zorganizować na wypad bo przecież jak iść na imprezę z maluchem 😉 Naszą bazą wypadową był malutki hotelik w Tsilivi,stamtąd codziennie po śniadaniu wyruszaliśmy by zachwycać się pięknymi plażami, tą lazurową wodą, zatoczkami… Chłopaki nurkowali w jaskiniach a my z dziewczynami wylegiwałyśmy się na motorówce lub na leżakach z frappe w ręku. Synek zadowolony bo mógł ciągle spać albo jeść-ten to potrafi się na wakacjach wyluzować 😀 Gdy nie spał, siedział w wodzie , w piasku, albo ogryzał arbuzy 😀 no właśnie…jedzenie!
NIGDZIE , podkreślę-NIGDZIE na świecie nie smakowało mi jedzenie tak bardzo jak na Zakynthosie. Sam fakt że wróciłam dwa kilo większa świadczy o tym że po prostu nie mogłam przestać się rozkoszować smakiem tego jedzenia 😉 Dopiero tam posmakowałam prawdziwej sałatki greckiej- o losie, w Polsce to ona bazuje na sałacie, a tam nic 😀 tej słodkiej cebuli, tzatzików, klopsików wołowych, smażonego sera, prawdziwej musaki, ehhh, na samo wspomnienie leci ślinka.
Nieopodal naszego hotelu była tawerna, Akrotiri , codziennie po powrocie z włóczęgi jechaliśmy, lub nawet szliśmy pieszo, na kolację. Pod cytrynowymi drzewkami oplecionymi winem, z białym żwirkiem pod nogami, odbywaliśmy tam prawdziwie królewskie uczty! Pracująca tam rodzina przynosiła gotowe dania na ogromnej tacy a my wybieraliśmy. Tuż obok na piecu skwierczały kolejne porcje. Kulinarne niebiosa, bez komercji i bez tłumów! 🙂
Jeśli ktoś by mi powiedział- co takiego tam jest przecież to tylko Grecja… ale na tej wyspie jest wszystko! Skały, jaskinie do nurkowania, złote plaże do plażowania, rosną nawet eukaliptusy, są góry i jest morze, są osiołki ciągnące wozy, zagrody ze świniakami, i są centra miast z widokiem na port- każdy znajdzie coś dla siebie, co go zachwyci- tak jak nas. To jest miejsce za którym się tęskni i gdzie chce się wrócić. Mam nadzieję że kiedyś tak zrobimy 🙂
baya179@wp.pl

Odpowiedz
Bernadetta 9 sierpnia, 2016 - 2:59 pm

bernadetaaa@interia.pl
Opowiem jak to jest spełnić swoje dziecięce marzenie, zwiedzić kraj, który fascynował od początku i zadziwiał bogactwem starożytnych skarbów. Udało mi się zrealizować to za sprawą wygranej, więc tym bardziej taki konkurs jak tu, przywołuje miłe wspomnienia i napędza chęci do brania w nim udziału.
Starożytna cywilizacja jaką jest Egipt-to moje pierwsze zagraniczne wakacje i jak już wspomniałam zawsze były w kręgu moich marzeń podróżniczych. Mogłam stanąć oko w oko z dostojnym Sfinksem, poczuć czar Gizy, Kairu, Karnaku, „przechadzać” się z bogiem słońca za rękę. Jakże tamto słońce różni się od naszego, polskiego…Egipt to prawdziwy cud natury, jedne z najpiękniejszych na świecie raf koralowych, niezliczone ilości gatunków zwierząt a także niezwykłe krajobrazy:bezkresne pustynie, złote plaze i błękitne, zapraszające do kąpieli morze.

Odpowiedz
Martyna 9 sierpnia, 2016 - 6:21 pm

Moja historia na pewno nie będzie taka barwna jak moich poprzedniczek, chociażby dlatego, że nigdy nie doczekałam się wyjazdu za granicę. Ogólnie to niewiele podróżowałam gdziekolwiek, nawet po Polsce. Rodzice pracowali u tzw „prywaciarzy” za marne grosze, do tego rzadko kiedy mogli wziąć urlop, o ile w ogóle pracodawca na jakieś wolne im pozwolił (tata akurat wtedy był już bezrobotny jakoś od roku, ale chociaż miał czas, to pieniędzy z nieba nie wziął, choćby bardzo chciał). Miasto, w którym mieszkam, to też przysłowiowe „zadupie” więc i trudno się stąd wyrwać, bo komunikacja tutaj działa po prostu kiepsko- przewoźnikom nie opłaca się organizować tras, bo nie ma na to chętnych. Jedyną wakacyjną przygodę, jaką udało mi się zaliczyć, to pielgrzymka na Jasną Górę. Mogłoby się wydawać, że co to za wakacje-dosyć żałosne. Sama na początku tak uważałam, zwłaszcza, że nigdy nie byłam jakoś szczególnie religijna. Na ten pomysł wpadła moja przyjaciółka, która brała aktywny udział w życiu kościoła. Długo próbowałam dowlekać decyzję o moim udziale w tej pielgrzymce, jakoś delikatnie zasugerować, że nie mam ochoty na taką wyprawę, jednak nie jestem zbyt asertywna i ne chciałam zranić przyjaciółki odmową. Zapisałyśmy się wieczór przed rozpoczęciem pielgrzymki. Z żalem zapłaciłam księdzu jakieś 150zł, które ciułałam już od jakiegoś czasu, żeby mieć trochę grosza na prezenty urodzinowe dla rodziny, przyjaciółki, czy na inne wydatki. Myślałam: „Tyle kasy za to, że będę przez 9 dni zapierdzielać na pieszo po 30km dziennie, cały czas w słońcu? Chyba jakiś żart, to oni powinni mi zapłacić”. Nawet po zapisie jeszcze chciałam się wrócić po zwrot kasy. Mozolnie się pakowałam, nie wiedziałam, co mam brać, po co mi to wszystko, ten cały wyjazd. Wzięłam jakieś stare łachy i koszulki, których nie będzie mi szkoda, gdy się zniszczą. Prawie cały pierwszy dzień chciało mi się płakać. Gdyby nie to, że miałam okulary, to wyszło by na jaw, że chodzę zaryczana. Pomyślałam, dobra, wrócę jeszcze tego samego dnia, to nie ma sensu. Po dotarciu do miasta R., gdzie mieliśmy nocować, czułam się styrana, chociaż spodziewałam się gorszego scenariusza (nie wolno przebywać mi na słońcu, ponieważ dostaję krwotoków z nosa i tracę przytomność). Doszłam pewnie tylko dlatego, że co wieczór spacerowałam z przyjaciółką po 10-15km (czy okrążałyśmy nasze miasto). Mimo, że R. było niedaleko mojego rodzinnego miasta, byłam tam parę razy rowerem i wiedziałam jak się mniej więcej poruszać i gdzie co jest, to my znajdowałyśmy się na jakimś wygwizdowie, gdzie do centrum było dobre 10km, więc nie było za dużej możliwości powrotu. Stwierdziłam, dobra, skoro już zapłaciłam, przetrwałam pierwszy dzień, to dalej też pójdzie jakoś z górki. Jako, że byłyśmy świeżynkami, nie za bardzo wiedziałyśmy, co miałyśmy ze sobą zrobić, bo wszyscy się gdzieś rozeszli (my jesteśmy na tyle nieśmiałe, że nawet nikogo nie poprosiłyśmy o pomoc). Pan porządkowy na szczęście do nas podszedł i pomógł nam znaleźć kobietę, która jest w stanie nas przenocować. Dom wyglądał na stary i w rzeczy samej taki był. Gdy chciałyśmy się umyć okazało się, że nie ma nawet ciepłej wody. Starsza pani zagrzała wodę w czajniku i nalała do wanny, do której każda z nas miała sobie dolać odpowiednią ilość zimnej wody. Trochę było nam dziwnie, ale nie było innego wyjścia. Pani była naprawdę gadatliwa. Widać, że dawno z nikim nie rozmawiała. Naszykowała nam tyle jedzenia, że nawet kilka wielodzietnych rodzin by tego nie zjadło. Ciepła herbatka, po drodze jakieś rodzinne zdjęcia, przygody z czasów młodości, rano również góra jedzenia nie do przeżarcia. Mimo warunków, jakie tam panowały, ten nocleg wspominamy najcieplej. Ta kobieta obdarzyła san niebywałą opieką i dobrem, którego nigdy jej nie zapomnimy i na samą myśl o tym dniu robi nam się ciepło na sercu. Późniejsze noclegi to jakieś namioty, strychy, nawet wylądowałyśmy na przyczepie tira z powodu braku miejsc. Brzmi jak szkoła przetrwania, jednak dla mnie to była prawdziwa przygoda życia, która jeszcze bardziej zbliżyła mnie i moją przyjaciółkę do siebie. Polegałyśmy w sumie tylko na sobie, chociaż spodziewałyśmy się wielu nowych znajomości (może inni również nie byli zbytnio rozmowni? Nie wiem, ale dzięki temu, że byłyśmy tam razem ta wędrówka była dla nas przyjemnością, mimo, iż wcale łatwo nie było). Najbardziej zaskoczył mnie finał naszej pielgrzymki. Po dotarciu na Jasną Górę mówiło się w myślach swoją intencję do Matki Bożej. Dla mnie dosyć paradoksalne, ale przecież wszyscy tak robią… moje „życzenie” brzmiało „by mój tata przestał pić”. Od kilku lat był alkoholikiem, głównie z powodu pracy (w której wtedy już nie pracował z powodu wypadku w pracy, gdzie maszyna wciągnęła mu rękę miażdżąc palce, które częściowo musiały zostać amputowane. Przez to też nie mógł się nigdzie zatrudnić, nawet jeśli znalazło by się tutaj jakieś miejsce pracy). Po powrocie z pielgrzymki jednak nic się nie zmieniło. Po mieszkaniu nadal walały się opróżnione butelki po piwie, wódce i takich winach. Po pół roku lekarz postawił diagnozę „albo przestanie Pan pić, albo w ciągu kilku miesięcy pan umrze. Pana organizm już tego nie wytrzyma”. Tata przestał pić, choć mimo to nie jest w najlepszej kondycji, ale jednak żyje. Cieszy mnie to, mimo, że nie mało przez niego płakałam. Nadal nie wiem, czy to zwykły przypadek, czy naprawdę zadziałała tu jakaś nadludzka moc, ale na pewno wiem, że to były moje najlepsze wakacje, które już zawsze będę wspominać z wielkim sentymentem. W tym roku z powodu walczenia o miejsca w uczelniach i akademikach musiałyśmy zrezygnować z pielgrzymki, to w przyszłości postaramy się, by w nich uczestniczyć. Może nawet będzie okazja wyrwać się gdzieś indziej? 🙂

PS. Przepraszam, że nie ujęłam tego w kilku słowach, o co prosiłaś, ale mimo tego, że gadułą nie jestem, to podczas pisania zawsze brakuje mi miejsca, żeby wszystko odpowiednio zredagować. Mogę jedynie dodać na pocieszenie, że to i tak streszczenie wersji pierwotnej 🙂

Odpowiedz
Monika 9 sierpnia, 2016 - 6:34 pm

Ah, cóż to było za zdziwienie. Gapił się na mnie wielkim gapieniem. Mój mąż przerażony, spytał się mnie- swojej żony. Wakacje? Ty aby na pewno masz racje? Jak ktoś nie ma miedzi to się w domu cichutko siedzi.
Mężu mój drogi odkładałam dwa lata, więc taka to będzie dla nas zapłata. Choć raz dopnę swego, nigdzie nie byłam od maleńkiego. Każde wakacje zabierały mnie babcie. Wieś mi zawsze towarzyszyła ale me marzenia nie poskromiła.
Kierunek Tunezja zapowiedziałam, aż w oczach męża iskierka zamigotała. Pakuj walizki, za miesiąc ruszamy i tak w Afryce Państwo C. wylądowali. Tydzień błogości u boku mej miłości. Serca wielkości słoniowej kości biły nam niczym zwinne gepardy.
Pierwszy dzień upłynął na plaży poznawaniu. Cieplutkie morze, muszelki pod stopami a my z ogromnymi rumieńcami. Z wielkim podekscytowaniem nazajutrz rano zjedliśmy śniadanie i w mig popędziliśmy na zwiedzanie. Pierwszy przystanek- Kartaginy podziwianie i Ruiny Term Antonina oglądanie. Ah, co za piękne to były łaźnie, nawet teraz ponoszą nas wyobraźnie. Widok na morze, piękne ruiny, ciepło piasku, widok jak na obrazku.
Kolejnym punktem na naszej mapie -miasteczko o białym kolorze . Sidi Bou Said malownicza mieścina, która zawsze z nóg nas ścina. Białe ściany domów przeplatają się z niebieskimi elementami i cudownymi różowymi roślinami. Widok na morze jak poranne zorze. Niebiański blask nieba, ciepły powiew morza są jak dom dla każdego żeglarza. Romantyczne uliczki niczym z powieści pisarzy ciągle mi się to marzy.
Ostatnie zwiedzanie- Tunis przystanek. Stolica Tunezji bez żadnej burżuazji. Pełno kramów i pełno „ziomów”. Straganiarz niczym poliglota nawet po polsku coś wymamrota. Przez straganiarzy się przedzieramy i do meczetu docieramy. Później szybko do knajpki gdzie czekają lemoniadki. Spacer po mieście niczym dwoje nastolatków zakochanych i spotykamy się u pewnej bramy. Muzeum Bardo konieczny punkt na mapie. Godzina zwiedzania i przewodnik się nam kłania.
Wycieczka rodem z plakatu. Mina męża niezwyciężona. Do dziś gdy wspominamy do siebie wzdychamy i gadamy- może kiedyś na następne wczasy uzbieramy.

Odpowiedz
Mała Margo 9 sierpnia, 2016 - 10:44 pm

Swoje najpiękniejsze wakacje przeżyłam po wyjściu ze szpitala, w którego zimnych murach spędziłam okrągły miesiąc. Mimo, że wróciłam w rodzinne strony, na wszystko patrzyłam przez pryzmat nowo zyskanej wolności, którą po raz pierwszy potrafiłam świadomie docenić: na sprzedającego pachnące latem wiście pana z warzywniaka, usiany dziećmi i ptakami park leżący w kałuży popołudniowego słońca, ginącą w mroku wieczoru, wijącą się leniwie rzekę. Nauczyłam się spojrzenia turysty, który – poruszony nowością doświadczeń – jest w stanie dostrzec piękno otoczenia. Pozwoliło mi to również na zawarcie nowych znajomości, a te poprowadziły mnie w nieznane dotąd miejsca – w ten oto sposób dowiedziałam się, że mamy w pobliżu prawdziwą wyspę, w której gąszczu można się zagubić, za sąsiadującym miastem znajduje się park dzikich zwierząt, gdzie można karmić sarny i pieski preriowe, a by spróbować egzotycznych potraw, wcale nie trzeba wyjeżdżać gdzieś daleko! Wystarczy wizyta w mało znanej knajpce czy wywrócona do góry nogami lista zakupów. Wakacyjny nastrój to również kwestia nastawienia: z drinkiem w dłoni nad rzeką można odprężyć się tak samo, jak przy dźwięku oceanicznych fal! Czasem wszystko mamy w zasięgu ręki, lecz przybici rutyną nie jesteśmy w stanie tego dostrzec: pragniemy ucieczki od własnych uczuć, myśli i przyzwyczajeń. Były to dla mnie najpiękniejsze wakacje, gdyż odbyłam bezcenną podróż: podróż w głąb siebie. To uczyni każdą następną wyjątkowym doświadczeniem, z którego będę mogła wynieść o wiele więcej skrywanej na dnie wrażliwego serca radości.

Adres e-maill: margot.dolores.courson@gmail.com
Link do profilu FB: https://www.facebook.com/kawaiii.neko

Odpowiedz
Asia 10 sierpnia, 2016 - 8:48 am

Z każdego wyjazdu do głowy przychodzą mi barwne wspomnienia niesamowitych przeżyć, krajobrazów, zabawnych sytuacji, czy ciekawych znajomości. Jeżeli jednak miałabym postawić na jeden wyjazd, to wybieram ten, który pozostawił najżywsze kolory w mojej pamięci.
Był to wyjazd na chorwacką wyspę Hvar z całą rodziną mniej więcej 14 lat temu. Ja wraz z bratem i rodzicami jechaliśmy tam autokarem, co wiązało się na sam koniec z dopłynięciem na wyspę promem. Pamiętam, że przerażał mnie ten ogromny morski potwór. Ciarki przechodziły mi po plecach po każdym gwałtowniejszym bujnięciu. Gdy oglądałam, jak prom ciął morze i jak fale obijały się o niego, z obawami gdybałam, co by było, gdybym nagle wypadła.
Hotel był bardzo sympatyczny. Pamiętam, że dużo pływałam w basenie, a kiedy spaliłam sobie skórę i mama powiedziała, żebym nie rozbierała się do stroju, a pływała w koszulce- zostałam pokrzyczana przez ratownika, że nie można wchodzić do wody w ubraniach. Dziwię się do dziś, ale sporą atrakcją dla mnie i brata był golf z różnymi przeszkodami, jakich nigdy nie widziałam.
Całe dnie jednak spędzaliśmy na skalistych plażach. Widoki były cudne- kolorowe morze, ale przede wszystkim podwodne życie, które oglądałam w masce. Wiele gatunków ryb, koralowce i jeżowce. Popularną zabawą był konkurs wymyślony przez tatę, kto wydobędzie najwięcej muszli i oponek (barwnych szkieletów po jeżowcach). To sprawiało, że napływałam się za wszystkie czasy.
Pamiętam także długie wieczorne spacery. Któregoś dnia odkryliśmy opuszczony dom, który wyglądał niczym przerysowany z kryminałów A. Christie albo Scooby Doo. Furtka była otwarta i z mamą i bratem zwiedzaliśmy go, a także zarośnięty ogród i stare, budzące grozę posągi. Bardzo działała wyobraźnia, że zaraz pojawi się jakaś zjawa, duch, biała dama albo minotaur.
Łąki z dala całe fioletowe od lawendy również utkwiły mi we wspomnieniach. Bardzo lubiłam spacerować obok nich i czuć zapach tych kwiatów.
I to, co jeszcze pamiętam, to fakt, że mama kupiła mi tam pachnące woreczki z suszoną lawendą oraz… ręcznik z Króla Lwa- mojej ulubionej bajki Disney’a. Bardzo się z niego cieszyłam.
Wyspa Hvar jest przepiękna i przyrodniczo bogata. Jest ona miejscem, które chciałabym odwiedzić jeszcze raz.

Odpowiedz
Kasia S. 10 sierpnia, 2016 - 3:52 pm

To było tak dawno, że mogłoby się zdawać, iż w poprzednim życiu, ale wciąż pamiętam romantyczne zachody słońca, która znikało za horyzontem tonąc w morzu i wpatrzone we mnie z bezgraniczną miłością oczy ukochanego, który pieszczotliwie raz po raz dotykał mojego wypukłego już brzuszka. W grudniu miał się urodzić nasz syn. Nigdy potem nie czułam tego, co wtedy. Bliskości, jedności, całkowitego oddania, dumy, szczęścia… To była idealna mieszanka emocji.
– Za rok nie będzie wakacji – powiedział, tuląc mnie do siebie i nie zabrzmiało to smutno lecz żartobliwie. – To pierwszy i ostatni raz, gdy jesteśmy sami, chociaż nie do końca, bo w troje.
Znów ciepła, męska dłoń na wysokości pępka. Uczucie, którego nie da się porównać z niczym innym. Jedność…Całkowite zespolenie psychiczne człowieka z drugim człowiekiem. Ani ja ani nikt wtedy nie wiedział, że jego słowa są prorocze.
Mieszkaliśmy w beznadziejnych warunkach. Urządzenia sanitarne w łazience były żółte od rdzy. Łóżko było połamane, a pościel miała więcej dziur niż materiału. W kuchni baliśmy się jeść, bo bardziej przypominała farmę robactwa niż pomieszczenie, w którym gotuje się i spożywa posiłki. Nie przeszkadzało nam to. Cieszyliśmy się jak dzieci szumem fal, karmieniem mew, jedzeniem kolorowych kulek lodów…Godzinami wpatrywaliśmy się w morze, siedząc przytuleni do siebie na starym, podartym,wyświechtanym kocu w kratę, który znaleźliśmy w pokoju pensjonatu. Dla nas to były wakacje życia. Mieliśmy siebie i niczego ani nikogo nam nie brakowało.
2 tygodnie na przesyconym jodem i miłością powietrzu. 14 dni w objęciach bezpieczeństwa i pewności, że to będzie trwało wiecznie. Całkowicie skupieni na sobie. W zasadzie świata wokoło mogłoby nie być. Nie zauważylibyśmy tego.
W pensjonacie krzyki pijanych ludzi i wrzaski wściekłych, że z kranu leci ciemna woda, a na kuchence wygrzewa się karaluch. Nie obchodziło to nas. Byliśmy ponad tym wszystkim. Ponad wszystkim, co małe i dla nas nieistotne. Najważniejsze było, że udało nam się odłożyć pieniądze na wyjazd i być razem. Nie zazdrościliśmy znajomym, którzy w tym czasie jeździli na wielbłądach czy robili zdjęcia piramid. Wiedzieliśmy, że nasze wspomnienia,chociaż nie utrwalone aparatem będą bezcenne i na zawsze pozostaną w naszych sercach. Że niczego więcej nam nie trzeba. .
Mój mąż zmarł tragicznie krótko po tym, jak urodziłam dziecko. To były nasze pierwsze, jedyne i ostatnie wakacje. Oddałabym ekskluzywne hotele, fantastyczne apartamenty, turkusowe baseny, słynne zabytki – wszystko, by cofnąć się w czasie i znów wrócić do tamtego pensjonatu. Z Nim. Piękniejszych wakacji nie mogę sobie wymarzyć… Chociaż na jeden, jedyny dzień.

nick fb Kasia Stankiewicz

Odpowiedz
Małgorzata 11 sierpnia, 2016 - 9:54 am

Podróży nigdy nie można zaplanować w każdym szczególe, może z drugiej strony, ta przewrotność losu, to warunek spełnionej podróży. Kilka lat temu wybrałam się na krótką podróż promem do Finlandii ze Szwecji, wszystko na pozór było dopięte na ostatni guzik. Ze stoickim spokojem wyruszałam w kierunku portu,
krew buzowała w żyłach, świadomość zarejestrowania tych widoków, fala po fali..mila po mili…oddelegowana do kabiny, która okazała się być nie dla mnie przydzieloną. Każdy z rejsowiczów był wyposażony w kartę CHIP, która umożliwiała wejście/wyjście z kabiny, rezerwację posiłków, i identyfikację tożsamości. O fakcie pomyłki dowiedziałam się dopiero po kilku godzinach, kiedy chciałam skorzystać z rezerwacji posiłku. Kabina nie była wyposażona w telefon, również nie było możliwości skontaktowania się z obsługą statku przez telefon komórkowy. Czułam się uwięziona, zdana na przypadek. Nie było dla mnie to początkowo przyjemne doświadczenie, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że mam lęki klaustrofobiczne. Kabina mieściła się na końcu korytarza, następne kabiny znajdowały się kilka metrów dalej..zastanawiałam się w jaki sposób zakomunikować swoją obecność i prośbę o pomoc, liczyłam, że obsługa statku spostrzeże błąd i naprawi tą zaistniałą, koszmarną pomyłkę, jednak po dłuższym oczekiwaniu postanowiłam działać.. wzięłam kartkę papieru i napisałam na kartce papieru informację w kilku językach ( przezornie zainstalowałam słownik wielojęzyczny w telefonie) i wysunęłam za drzwi kabiny wraz banknotem, bo szybciej ktoś sięgnie po banknot niż po kawałek papieru. Inne rozwiązanie, które przyszło mi do głowy, to przygotowanie flagi wyciętej z podkoszulki, przymocowałam do wieszaka znajdującego się w szafie. Moja niefortunna przygoda zakończyła się happy endem. Jeden z pasażerów zauważył kartkę i banknot przyczepiony i zawiadomił obsługę, która błyskawicznie przyszła mi z pomocą. W ramach zadośćuczynienia zostałam zaproszona na wykwintną kolację z honorowym gościem;)
Dopiero w sytuacjach kryzysowych, uczymy się najwięcej o sobie. Warto się nie bać, wierzyć w swoje możliwość i instynkt Robinsona Crusoe.
Były to dla mnie wyjątkowe wakacje, bo uwierzyłam w siebie, przełamałam barierę strachu przed podróżowaniem w pojedynkę, bo mimo, że zawsze byli dla mnie najważniejsi inni i chęć dzielenia się tymi wrażeniami, wspólnym czasem, dzielenie się sobą, to jednak im częściej o tym marzyłam, tym częściej spotykałam się z odmową z ich strony. Rejs uświadomił mi, że nie można czekać na to, co może przyjść jutro, pojutrze, należy czerpać z życia, to co ma nam do zaoferowania. Nie tkwić w samotności, bo jak mawiał Oscar Wilde, nie jesteśmy samotni, jeśli nauczymy się kochać samych siebie, w rozsądny sposób. Ten spokój, zrozumienie, to mój bagaż i pamiątka z tych wspaniałych wakacji oraz fińsko-szwedzkie widoki uchwycone w kadrze.
Ystävällisin terveisin’/Hjärtligt välkommna!

Pozdrawiam,
Małgosia MK ( nick FB- Małgorzata MK)
E-mail: long_lashes123@wp.pl

Odpowiedz
kasiagol 11 sierpnia, 2016 - 8:52 pm

Nasze najpiękniejsze wakacje to
Wariackie niesamowicie,
Aktywne nawet rodzinnie,
Kolorowe z przyrodą,
Atrakcyjne w potrawach,
Cudowne nieziemsko,
Jedyne w swoim rodzaju,
Energetyczne oczywiście na greckiej wyspie Zakynthos:))) Pozdrawiam Katarzyna Golińska

Odpowiedz
Mateusz 12 sierpnia, 2016 - 1:20 pm

Mój nick na FB to Wytwi Wytwi; mail: wytwermat@gmail.com
Moje najpiękniejsze wakacje nie miały miejsca gdzieś daleko,nie były też pełne wielu atrakcji.Ale wspominam je bardzo dobrze.
Od dziecka uwielbiałem jazdę na rowerze.Dwukołowiec towarzyszy mi od kiedy tylko pamiętam.Na początku pewnych wakacji stwierdziłem: po co mam wyjeżdżać na typowe wczasy,wydawać sporo pieniędzy i nie czuć się tak naprawdę zbyt dobrze?Przecież nie cierpię zbyt długo siedzieć,ani też być ograniczonym mnóstwem bagażu,którego przecież trzeba pilnować.Wyjście ze strefy dyskomfortu czasu letniego było jedno: nigdzie nie wyjeżdżam na dłużej niż 1 dzień i nocuję w swoim domu,ale od rana do wieczora,a już na pewno przez część dnia, nie ma mnie w mieście 🙂 A w czasie mojego braku szosuję,gdzie chcę i czuję się naprawdę wolnym człowiekiem! Ach,te piękne,słoneczne i pełne pięknych widoków i sporych prędkości dni! Gdyby tylko wróciły w tym roku…

Odpowiedz
Karolina 12 sierpnia, 2016 - 3:01 pm

Lipiec 2013. Rzym. Spacerując po artystyczno-turystycznej dzielnicy Trastevere, mój towarzysz pozdrawia parę jedzącą obiad przy stoliku na świeżym powietrzu. Dyskretnie informuje mnie, że to Sorrentino ze swoją żoną: „Kojarzysz, tegoroczne Cannes, La grande bellezza”. Ten wakacyjny miesiąc poświęcony Cezarowi, stał się dla mnie moim osobistym „wielkim pięknem”, które na ciele uparcie pozostawiało kurz, pot i opaleniznę, a w głowie wiele dobrych wspomnień, emocji i refleksji.
Ponad pół roku później zarywałam noc tylko po to, żeby z wypiekami na twarzy zobaczyć jak „Wielkie piękno” dostaje Oskara. Patrzę teraz na stojący na półce „Kanon Królewski” Kałużyńskiego i myślę sobie, że „La grande bellezza”, oprócz wielu bardzo ważnych filmów w moich życiu, stała się, obok kilku innych fundamentalnych dla mnie pozycji, filmem niemal mistycznym. Może to dlatego, że Sorrentino i Contarello połączyli ze sobą wiele cudacznych wątków i sporo przemyśleń podszytych doświadczeniem, które w innej historii uchodzącej za realistyczną byłyby bardzo naciągane, tutaj jednak są naturalne i wynikające z potrzeby chwili. Może ze względu na sposób życia Gambardelli, ze względu na Rzym, w którym rzeczywiście każda z dzielnic naznaczona jest konkretnym charakterem i umiłowaniem pewnego sposobu życia, od sennego spokoju po zabawy z bronią. Wiele przeżyć, wiele emocji, Rzym, wakacje, życie. Sorrentino mówi o życiu i o śmierci, pokazuje wyimaginowane żyrafy, flamingi przywołane przez świętych, a potem twierdzi, że „wszystko jest sztuczką”.
Oglądając Oskary, co jakiś czas przełączałam telewizyjne kanały w poszukiwaniu nowych informacji na temat Rosja – Ukraina. Pamiętacie ten gorący okres z lutego/marca 2014? Słyszałam wówczas, że Rosja „chce uchronić ludność ukraińską przed inwazją kijowskiego faszyzmu”, po czym zaglądam do książki z lat ’70, gdzie napisane jest dokładnie to samo, tyle, że rok ’39 i ochrona ludności przed faszyzmem z III Rzeszy. Sensu być nie musi, bo wszystko przecież jest sztuczką, bardzo jednak przykre jest to, że tym razem tak bardzo zakorzenioną w rzeczywistości.
Mamy sierpień 2016 r. i nieodległa rzeczywistość zza sąsiedniej granicy znów pulsuje strachem. Mamy sierpień, właśnie wybieram się na wakacje do Rzymu, znów chcę spacerować ze swoim towarzyszem po Trastevere, znów, choć na moment, chcę uwierzyć w wakacyjną iluzję, że wszystko jest dobre, piękne i bezpieczne.

Odpowiedz
Justyna Tyśka 12 sierpnia, 2016 - 7:22 pm

Moje najpiękniejsze wakacje, a zarazem podróż poślubna, to wycieczka objazdowa po Wenezueli właśnie z biurem Rainbow 😉 Ten dziki, opisywany jako bardzo niebezpieczny kraj, nie jest jeszcze splamiony turystyką. Podczas prawie dwutygodniowej wycieczki nie spotkaliśmy żadnych innych „gringo”. Tubylcy, chociaż nie rozmawiają po angielsku, są bardzo przyjaźni i mili. Najwspanialsza jest jednak wenezuelska przyroda – wodospady, w tym najwyższy wodospad świata Salto Angel, który mogliśmy podziwiać podczas lotu awionetką, zapierają dech w piersiach. Bez problemu można też było obserwować dzikie zwierzęta – kolorowe papugi, tukany, małpki czy tarantule 😉 Spotkanie z tymi ostatnimi może nie było najprzyjemniejsze. Prawdziwą przygodą było też spanie w dżungli w domkach zbudowanych z palmy kokosowej.To biedny, ale bardzo bogaty przyrodniczo kraj. Dla mnie najpiękniejsze miejsce na ziemi.

Odpowiedz
AGNIESZKA 12 sierpnia, 2016 - 11:04 pm

Ja nie będę pisać wiele , więc wybaczcie przyjaciele,
Bo to ciężko ubrać w słowa, od myślenia boli głowa..
Więc pokażę Wam jak było, i że to mi się nie śniło..
Wyspę KOS – wspominam mile, tam przeżyłam cudne chwile!
Mą rodzine Wam przedstawie….i w relaksie i w zabawie!
Bo szalona z nas rodzina.. miło teraz się wspomina!
Naszą trójką tam byliśmy, wyspę quadem zwiedziliśmy,
Palmy się kłaniały nisko, w Grecji jest cudowne wszystko…
Piękne plaże, turkus wody , i wiatr co daje ochłody,
Słońce , niebo, domy białe, wszystko wprost jest doskonałe.
Grecy bardzo są życzliwi, uśmiechnięci – wręcz szczęśliwi,
Towarzystwo miłe było, więc nam się tam nie nudziło.
Z chęcią znowu tam wrócimy…drugi raz Kos zobaczymy!
No a teraz mam zadanie, pewnie Was już „bierze spanie”..
Link przekopiuj gościu miły, bo już pisać nie mam siły…
A zobaczysz jak to miło , w ciepłej Grecji się nam żyło..:)

https://www.youtube.com/watch?v=EOYGFYXQMHI

looloo83@o2.pl
Agnieszka Dziekan

Odpowiedz
Żaneta 12 sierpnia, 2016 - 11:48 pm

Przygodę przeżyłam wspaniałą
i miejsc odkryłam nie mało.
Na portugalskiej wyspie najpiękniejsze wakacje spędziłam
i świetnie się bawiłam.

Madera- to wyspa wspaniała
przez miejscowe jaszczurki zamieszkała.
Wszędzie się tam znajdują,
turystów z jedzeniem wypatrują.

Gdy tam się znajdowałam
kąpieli słonecznych zażywałam.
Po lewadach spacerowałam,
pięknymi widokami się rozkoszowałam.

Ogromne wysokie klify podziwiałam,
na górskie szczyty się wdrapywałam.
Z delfinami po ocenianie pływałam,
życiowe akumulatory ładowałam.

Teraz pozostały mi już tylko piękne wspomnienia,
które są nie do zapomnienia.

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Drogi Czytelniku, Chcielibyśmy poinformować, iż zaktualizowaliśmy naszą Politykę Prywatności. W tym dokumencie dowiesz się jakie dane osobowe mogą być przetwarzane oraz w jakim celu to robimy. Znajdziesz również informację jakie prawa przysługują Tobie w związku z przetwarzaniem danych. Aby móc w pełni korzystać z naszej strony, prosimy Ciebie o akceptację naszej Polityki Prywatności. Akceptuję Czytaj więcej